Parafia Ewangelicko-Augsburska w Olsztynie

Parafia Duszpasterze Aktualności Diecezja Mazurska Ciekawe adresy

 

 

Do przemyślenia:

ODCIĘCI OD KORZENI ?

Pewnej niedzieli siedząc w ławce kościelnej zaczęłam zastanawiać się nad korzeniami mojej wiary. Ostatecznie, po przeanalizowaniu faktów rozwoju chrześcijaństwa w kontekście historycznym i ideologicznym oraz postępowania jego niektórych wyznawców pojawiła się we mnie wątpliwość, czy dzisiejszy kościół, a naturalną siłą rzeczy z nim i ja, należy jeszcze do "drzewa" tradycji judeochrześcijańskiej, czy raczej odciął się do niego wieki temu?

"Jeżeli zaś niektóre z gałęzi zostały odłamane, a ty, będąc gałązką z dzikiego drzewa oliwnego, zostałeś na ich miejsce wszczepiony i stałeś się uczestnikiem korzenia i tłuszczu oliwnego, to nie wynoś się nad gałęzie, a jeśli się chełpisz, to pamiętaj, że nie ty dźwigasz korzeń, lecz korzeń ciebie.
(...) Jeśli bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, nie oszczędzi też ciebie."
(Rzym.11.17-18,21)

WZNOWIONY DIALOG
Kościół od drugiej połowy XX wieku próbował z większym lub mniejszym skutkiem nawiązać dialog z judaizmem, dialog, który urywał się na początku naszej ery, by wreszcie zostać drastycznie przerwanym w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Rozporządzenia kolejnych synodów oddalały od siebie wyznawców Jedynego Boga. Wzbudzały niechęć, która w dość szybkim czasie przemieniła się w nienawiść, zbierającą krwawe żniwo w postaci krucjat i działalności inkwizycji.
Deklaracja Nostra Aetate z 1965 r. rozpoczęła wreszcie, nie licząc apeli angielskich purytan w XVII-wiecznej Anglii i sympatii holenderskich kalwinów, proces rewizji stosunku chrześcijan do narodu żydowskiego, do "starszych braci w wierze". Pomijając fakt, że nie wszędzie i nie w każdych środowiskach postanowienia deklaracji trafiły na podatny grunt, należy zastanowić się nad usytuowaniem się współczesnego chrześcijaństwa, i mam tu na myśli społeczność podpisującą się pod Nostra Aetate, na "linii tożsamości". Tożsamość ta narodziła się wraz z Kościołem w dniu Zesłania Ducha Świętego i w pewien sposób usystematyzowana została przez postanowienia soboru jerozolimskiego w 50 r.n.e., kiedy to określono obowiązujące normy dla chrześcijan wywodzących się z narodów.

Celem niniejszej pracy jest znalezienie odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie. Ten problem nurtuje mnie od czasu, gdy uzmysłowiłam sobie swoje duchowe dziedzictwo zawarte w wierzeniach Izraela, zestawiając je z systemem religijnym, w którym się wychowałam. Stąd praca ta jest pracą osobistą, przedstawiającą tok mojego rozumowania. Pokrótce opiszę drogę rozchodzenia się chrześcijaństwa z judaizmem, by potem skupić się na wspólnym dziedzictwie, któremu Kościół albo przeczy, albo o nim nie chce pamiętać.

JUDEOCHRZEŚCIJANIE A CHRZEŚCIJANIE Z POGAN
Martin Buber w swojej książce "Dwa typy wiary" argumentuje, stojąc właściwie na podobnym stanowisku, co począwszy od XIX wieku, teolodzy protestanccy, jakoby chrześcijaństwo było tworem Pawłowym, osadzonym w realiach, nie myśli żydowskiej, ale greckiej (M.Buber, Dwa typy wiary, Kraków 1995). Jednak ten "apostoł pogan", który przecież mówił w języku hebrajskim, nazywał siebie faryzeuszem, synem faryzeuszów, wychowanym u stóp Gamaliela, starannie wykształconym w zakonie ojczystym. (Dz. 22.3, 23.6) Nie można wykluczać, iż w gronie pierwszych judeochrześcijan, jeszcze przed rokiem 50, znajdowały się osoby wywodzące się z pogan, "z narodów". Jeden z ewangelistów, Łukasz, najprawdopodobniej nie był Żydem, a jednak to w jego relacji odnajdziemy wiele szczegółów dotyczących żydowskich realiów, w których głęboko zakorzeniony był Jezus i Jego nauczanie.
Nie należy usprawiedliwiać odrębnej tożsamości chrześcijaństwa pochodzeniem helleńskim. Jeśli centralną postacią naszego systemu wiary jest Jezus, Żyd, to dlaczego odrzuciliśmy większość Jego dziedzictwa?
Początek chrześcijaństwa jest nierozerwalnie związany z pierwszą gminą judeochrześcijańską w Jerozolimie, w której większość stanowili Żydzi, prowadzący życie zgodne z judaistycznymi zasadami- obrzezanie, przestrzeganie szabatu. Nikt nie myślał o tworzeniu czegoś odrębnego, poza judaizmem. Dzieje Apostolskie wspominają o uczestnictwie w codziennych modlitwach w świątyni, obchodzeniu Święta Przaśników, ale też o spotkaniach w prywatnych domach na modlitwy dziękczynne i wspólne łamanie chleba. Jeśli relacja o tym pojawia się po rozdziale 15, a więc co na linii czasu sytuuje się po soborze jerozolimskim, co być może jest słabym argumentem samym w sobie, ale uprawomocnionym dekretami późniejszych synodów, zakazujących chrześcijanom wspólnego świętowania z Żydami, prawdopodobne wydaje się, że chrześcijanie z pogan uczestniczyli w religijnym życiu Izraela.
Tu jednak zaczął zarysowywać się pewien problem. Jako poganochrześcijanie nie czuli się związani z Prawem, nawet w najmniejszym stopniu, tak jak tak zwani helleniści z żydowskiej diaspory, w porównaniu z judeochrześcijanami z Ziemi Świętej.
Sobór jerozolimski z 50 r.n.e. otworzył całkowicie "drzwi" Kościoła dla pogan, których do wspólnoty wprowadzał Paweł. To, od czego nowi chrześcijanie mieli stronić było powtórzeniem przymierza noachickiego. A zatem należało wstrzymać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od mięsa zaduszonych zwierząt i od nierządu. (Dz. 15.28-29).
Postanowienia soboru nie zostały jednak przyjęte z aprobatą jednej z grup pierwotnej gminy jerozolimskiej, judeochrześcijan pod przewodnictwem Jakuba. Znana jest ambiwalentna postawa Piotra, ganiona przez Pawła. (Por. Ga. 2.11-14.)
Dodatkowo narastający konflikt z Rzymem- uosobieniem pogaństwa, czy silne tendencje nacjonalistyczne, sprawiały, że fakt przyjmowania nieobrzezanych przez chrześcijan, jeszcze wtedy uważanych za część społeczności żydowskiej, jawił się jako zdrada wobec judaizmu.
Stało się, zatem oczywiste, że te dwie postawy były niemożliwe do pogodzenia i doszło do odłączenia się chrześcijaństwa od judaizmu, jednakże z niego wyrosłego.
Apostoł Paweł nazwał nas, z narodów, dziczkami wszczepionymi w szlachetne drzewo oliwne. (Por. Rz.11). Zatem korzeń był ten sam. Więcej, pień był tym samym pniem.
Zatem o wiele gorsze nastąpiło niedługo potem. Mianowicie definitywne rozejście się chrześcijan z Żydów i chrześcijan z pogan.

DROGI SIĘ ROZCHODZĄ
Kiedy w czasie powstania przeciwko Rzymowi w latach 66-70 n.e. judeochrześcijanie opuścili Jerozolimę, uciekając do Pelli w Dekapolis, zgodnie ze słowami Jezusa (Por. Ew. Mk.24 i Łk. 21), pogłębiła się nieufność Żydów wobec swoich braci. Potępieni przez swoich, nie znaleźli też zrozumienia u "braci w wierze", gdyż chrześcijanie z narodów potraktowali zburzenie świątyni, jako znak uwolnienia przez Boga "teologii" chrześcijańskiej od zdeprawowanego judaizmu i wpływu Jerozolimy.
Rok 90 przynosi synod w Jamne, podczas którego wytyczono nowe ramy judaizmu poświątynnego. Za sprawą Gamaliela II potępiono i odrzucono judeochrześcijaństwo, wprowadzając do liturgii synagogalnej modlitwę Birkat-haMinim (Przeciwko heretykom), którą odmawiano przy recytowaniu Amidy, (Modlitwy Osiemnastu).
Przez ten modlitewny wtręt uniemożliwiono Żydom wierzącym w Jezusa, czynnego uczestnictwa w liturgii. W ten sposób niejako zostali oni ekskomunikowani.
Po roku 135 n.e., powstaniu Bar Kochby, który prześladował judeochrześcijan jako złych Żydów, za niewiarę w jego posłannictwo, również i pogano-chrześcijański Kościół nie chciał już tolerować tych, którzy pragnęli wypełniać żydowskie zwyczaje, choć jeszcze za czasów Hadriana, piętnastu biskupów było Żydami.
Tu tkwią początki teologii substytucji- zastąpienia. Kościół zacznie nazywać się Nowym Izraelem, a po upaństwowieniu chrześcijaństwa w 313 r. lud żydowski uznano za znienawidzony przez Boga.
Już z końca I wieku pochodzi List Barnaby, który uznał posty i ofiary Żydów za odrzucone przez Boga, a przymierze Boga z narodem żydowskim przeszło naturalną koleją rzeczy na chrześcijan z pogan. Ambroży z Mediolanu twierdził, że spalenie synagogi nie podlega karze, gdyż Żydzi odrzucili Jezusa. Być może do jego pism odwoływał się 14 wieków później Marcin Luter, który nazywał synagogi siedliskiem zła i rozpusty.
Synod w Cezarei z 196 r.n.e. przeniósł obchody Wielkanocy z 17 dnia miesiąca Nisan
(3 dzień Paschy) na święta Esthar (bogini wywodzącej się prawdopodobnie od Isztar, Asztarte). W 325 r. oficjalnie wyznaczono już niedzielę wielkanocną w tym terminie.
Jan Chryzostom w swoich kazaniach do wspólnoty antiocheńskiej nazwał Żydów "dzikimi bestiami", "mordercami", a synagogi "burdelem" i "teatrem". Powodem tych ostrych słów były doniesienia o odwiedzaniu przez tamtejszych chrześcijan synagogi.
II sobór nicejski w 787 r. zabronił przestrzegania żydowskiej tradycji. Odtąd każdy Żyd wchodzący w przedsionek kościoła musiał wyrecytować formułkę wyrzeczenia się wszystkich zwyczajów, praw, rytów, modlitwy, pieśni hebrajskich, szabatów itd.

Od tego momentu drogi Żydów i chrześcijan rozeszły się zupełnie, każda w inną stronę, oddalając od siebie niegdyś, choć chwilowo, tak bliskie społeczności.
Według Beniamina Bergera, mesjanistycznego Żyda, ten pierwszy rozłam w łonie Kościoła spowodował lawinę kolejnych schizm. (B.Berger, Jedna owczarnia, jeden Pasterz. Kościoły w drodze do swojej pełni, tłum. A.Biela, Berlin-Kielce 2005, s.42-43)

ODCIĘCI?
Jest dla mnie rzeczą nie do pojęcia, że "chrześcijanie", którym powinny towarzyszyć słowa Jezusa nawołujące do miłowania Boga całym sercem, duszą i umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego, prześladowali lub mordowali Żydów w imieniu Chrystusa. Wystarczy wspomnieć krucjaty, inkwizycję, oskarżenia o mord rytualny czy niechęć wobec Żydów objawiającą się na co dzień.
Jak można głosić miłość, a kierować się nienawiścią? Jak można w tak krótkim czasie odejść od ideałów założycieli chrześcijaństwa? Jak było to możliwe, że Kościół chrześcijański- chrystusowy, więc Jezusowy odrzucił praktycznie samego Jezusa i Jego naukę?
Jedyną dla mnie odpowiedzią jest ta, która może wydać się dość radykalna, to znaczy, my, ogólnie jako chrześcijanie, odcięliśmy się od soczystych korzeni duchowego Izraela, które nas podtrzymywały, i ukształtowaliśmy się w nowe drzewo dumnie prężące swe teologiczne gałęzie doktryn i ustnej tradycji.

To wspaniale, że teraz tak wiele mówi się o wspólnych korzeniach, że podkreśla się fakt zawierzenia temu samemu Jedynemu Bogu, objawiającemu się w historii i na kartach Biblii, że ceni się wreszcie Stary Testament, choć powinno się również właściwie przetłumaczyć słowo didache, jako przymierze. Niewielu już jednak zdaje sobie sprawę z tego, że liturgia wywodzi się z liturgii żydowskiej, czy, że modlitwa Ojcze Nasz, którą tak często machinalnie zmawiamy, a którą teoretycznie powinniśmy powtarzać za Jezusem, realnie i prawdziwie, "w sposób żydowski", przeżywającego społeczność z Bogiem-Ojcem, jest w znacznym stopniu podobna ówcześnie formującej się modlitwie Kadisz.
Bo w istocie, po co jest nam ta wiedza potrzebna?
Ignorując ten prosty, a tak irracjonalnie trudny do przyjęcia fakt, zawisamy w próżni pychy.

CO DALEJ?
Jednak nie wystarczy tego przyjąć i zaakceptować. Kościół ponownie musi zostać wszczepiony w to jedno, jedyne szlachetne drzewo oliwne, w którym Żydzi i chrześcijanie z narodów muszą się odnaleźć. Bo nowe stworzenie, nowy człowiek składa się z dwóch równouprawnionych i uprzywilejowanych, takich samych części: narodu żydowskiego i pozostałej reszty ludzkości, które obmyte zostały odkupieńczą krwią Jeszui.

Wierzący z Żydów i narodów muszą się spotkać razem, ponieważ nie możemy stworzyć niczego innego niż to, co Bóg stworzył. Nie możemy stworzyć niczego innego! (...) Możemy wypróbować wszystko w ekumenii i zrobić, co tylko przyjdzie nam do głowy, żeby znaleźć jedność, ale to się nie uda. Jeżeli nie rozumiemy Bożej drogi i jeżeli nie działamy według Bożego planu, nie dojdzie do jedności! (B.Berger, Jedna owczarnia, jeden Pasterz. Kościoły w drodze do swojej pełni, tłum. A.Biela, Berlin-Kielce 2005, s.42-43)
Kościół musi zatopić się w Bożej rzeczywistości, odrzucić stanowisko świata, przestać bać się wyśmiania, ale pokornie przypomnieć sobie o swoich żydowskich korzeniach, o swoim Bożym powołaniu.
Chrześcijaństwo nie zrozumie bez tego swojej pełni, gdyż w odróżnieniu do Izraela, Narody mają swoją historię bez Boga. Do momentu "wszczepienia", które dokonało się jedynie dzięki Jeszui, żyliśmy w ciemności, podczas, gdy Izrael przeżywał swoja relację z Bogiem od początku. Od początku chodził w Jego światłości.
Zrozumiemy swoją tożsamość, gdy wczytamy się w tekst ksiąg Biblii Hebrajskiej.
Jeśli jesteśmy w tym samym "drzewie", dlaczego zapominamy o naszym "korzeniu"? Coraz wyraźniej zdaję sobie z tego sprawę, że żyjąc w jednym szlachetnym drzewie, obowiązują nas te same nakazy i zakazy. Nie ma ulg.
Życiodajnymi sokami tej szlachetnej oliwki są przykazania i święta Izraela. Przez nie Bóg objawia Siebie, Swoją Istotę, Swoje Obietnice. Odrzucając to, usychamy.
Być może pewnego dnia pojmiemy to w pełni, i dołączymy się do korowodu zmierzającego do Jerozolimy, jak przepowiada prorok Zachariasz: wszyscy ze wszystkich narodów (...) będą corocznie pielgrzymowali, aby oddać pokłon królowi, Panu Zastępów, i obchodzić Święto Szałasów. (Za. 14.6)

Noemi Bażanowska

Wydrukuj stronę