Parafia Ewangelicko-Augsburska w Olsztynie

Parafia Duszpasterze Aktualności Diecezja Mazurska Ciekawe adresy

 

Do przemyślenia:

Przytaczam obszerniejszy fragment historii Kościoła katolickiego (chrześcijańskiego) w IV wieku w opracowaniu Hansa Kuenga zachęcając PT Internautów do jej przemyślenia i zastanowienia się nad jej konsekwencjami w minionych wiekach aż po współczesność [podkreślenia moje] .

Hans Küng

Krótka historia Kościoła katolickiego

(Fragmenty)

Tylko ignorant lub ktoś złośliwy mógłby utrzymywać, że ówczesnym chrześcijanom nie udało się zmienić świata na lepsze. Przede wszystkim zdecydowane opowiadanie się przez chrześcijan za wiarą w jedynego Boga, przy jednoczesnym okazaniu pełnej lojalności wobec państwa, w końcu doprowadziło do przezwyciężenia absolutyzmu władzy politycznej i ubóstwienia osoby władcy. W obliczu upadku moralności w wielkich miastach w późnym okresie imperium rzymskiego Kościół niestrudzenie wpajał ludziom podstawowe przykazania Boga Izraela. W ten sposób chrześcijanie udowodnili, że stanowią siłę moralną, zdolną do kształtowania społeczeństwa w długim procesie transformacji.

Nowsze badania wykazały, że we wczesnym Kościele wypracowano przede wszystkim nowe ideały etyczne: postępowanie nie tylko zgodne z prawem, obyczajami i moralnością klasową, ale wynikające z czystego serca - skierowane ku Chrystusowi i bliźnim. U pogan wyższe klasy miały moralny obowiązek trwonienia wielkich sum pieniędzy na świętowanie na cześć swojego miasta, dla jego i własnej chwały, w myśl hasła "chleba i igrzysk". W chrześcijaństwie moralność ludzi zamożnych wymagała wspierania biednych i cierpiących w ramach braterskiej solidarności. A takich ludzi w późnej starożytności nie brakowało.

Dla wielu postronnych obserwatorów szczególnie zadziwiająca i przyciągająca była społeczna jedność chrześcijan, widoczna przede wszystkim w ich obrzędach religijnych: bracia i siostry, bez względu na różnice klasowe, rasowe czy w wykształceniu, mogli na równi brać udział w eucharystii. Przynoszono, zwykle podczas spotkań religijnych, niezwykle hojne, dobrowolne dary. Rozdzielane przez biskupa, umożliwiały one zapewnienie utrzymania biednym, chorym, sierotom i wdowom, podróżnym, więźniom, starcom i potrzebującym. W tym zakresie słuszne życie było ważniejsze w codziennym życiu wspólnoty niż słuszne nauczanie. W każdym razie w tym tkwiła główna przyczyna niespodziewanego sukcesu chrześcijaństwa.

Rewolucyjny oddolny ruch religijny, pozbawiony świadomej ideologii politycznej, opanował w końcu wszystkie warstwy społeczeństwa, okazując się obojętny na zmiany równowagi sił ówczesnego świata.

Ten świat miał się jednak zmienić - chociaż dopiero po fali prześladowań w całym imperium, które w drugiej połowie III w., za panowania cesarzy Decjusza i Waleriana, z lokalnych i sporadycznych stały się już powszechne. Skazywano na śmierć biskupów, prezbiterów i diakonów, a także chrześcijańskich senatorów i patrycjuszy. Skonfiskowano wszystkie należące do Kościoła budynki i miejsca pochówku. Jednak prześladowania, łącznie z ostatnimi, dokonanymi za Dioklecjana na początku IV w., okazały się bezskuteczne.

Duchowa i filozoficzna forma oddawania czci Bogu, bez krwawych ofiar, bez posągów bóstw, świątyń i kadzidła, zdobywała coraz większą popularność wśród ludzi wykształconych i zamożnych, nawet w armii i na dworze cesarza. Wielu z nich poznawało nauki, zwłaszcza dzięki teologowi Orygenesowi. Łącząc wiarę z wiedzą, teologią i filozofią, doszedł on do zmian teologicznych, które umożliwiły przemianę kulturową - scalenie kultury chrześcijańskiej i greckiej. Ta przemiana kulturowa z kolei doprowadziła do zmian politycznych - sojuszu Kościoła i państwa. Nikt nawet nie podejrzewał, że już pięćdziesiąt lat po uwięzieniu i męczeństwie Orygenesa (ów sławny mąż ostatecznie nie został jednak spalony na stosie, chociaż taką śmiercią mu grożono) nastąpi rewolucja w historii świata.

 

W IV w. n.e. wydarzyła się jedna z największych rewolucji na świecie: uznanie religii chrześcijańskiej przez cesarstwo rzymskie. Cesarz Konstantyn, chociaż sam nie był chrześcijaninem, przypisywał Bogu chrześcijan i znakowi krzyża ujrzanemu we śnie zwycięstwo w decydującej bitwie, która doprowadziła do wyniesienia go na tron cesarski. Ku wielkiej radości chrześcijan w roku 313 ów chłodno kalkulujący mistrz polityki, wraz ze współrządzącym Licyniuszem, ogłosił w całym cesarstwie nieograniczoną wolność wyznania. W roku 315 zniesiono karę ukrzyżowania, a w 321 ustanowiono niedzielę świętem państwowym, Kościołowi zaś zezwolono na otrzymywanie dóbr w spadku. W roku 325 Konstantyn, który został jedynym władcą cesarstwa rzymskiego, zwołał pierwszy sobór powszechny. Odbył się on w jego posiadłości w Nicei, położonej na wschód od Bizancjum.

Dlaczego wbrew wszelkim oczekiwaniom Kościół chrześcijański utrzymał się w świecie późnej starożytności, a w końcu stał się religią panującą? Na to pytanie nie sposób udzielić jednej prostej odpowiedzi. Złożyło się na to wiele czynników:

- jednolita organizacja Kościoła, oparta na solidnych podstawach, oraz różnorodna pomoc charytatywna udzielana wielu ubogim i cierpiącym,

- chrześcijański monoteizm, który był uznawany za wyżej rozwiniętą i oświeconą formę religii niż politeizm z całym bogactwem jego mitów,

- wzniosła etyka, której wyższości nad moralnością pogańską dowiedli asceci i męczennicy, nawet za cenę własnego życia,

- jasne odpowiedzi na pytania dotyczące winy i pokuty, śmierci i nieśmiertelności,

- a także szeroka asymilacja w ówczesnym społeczeństwie grecko-rzymskim.

Kiedy uzyskano już wolność wyznania, której od tak dawna pragnęli chrześcijanie, zaczęły się ujawniać religijne kwestie sporne, istniejące już od dłuższego czasu. Trzeba było, przede wszystkim, uporać się z hellenistyczną interpretacją chrystologii. Im bardziej Jezus jako Syn Boży był zrównywany z Bogiem Ojcem, w przeciwieństwie do paradygmatu judeochrześcijaństwa, a zależność między Synem i Ojcem przedstawiano w naturalistycznych kategoriach pojęć hellenistycznych, tym trudniejsze stawało się pogodzenie boskości Syna z zasadami monoteizmu. Zaczynało się wydawać, że istnieje dwóch Bogów.

Aleksandryjski kapłan Ariusz utrzymywał, że Chrystus, jako Syn Boży, był wprawdzie stworzony przed początkiem czasu, ale jednak stworzony. Teza Ariusza wywołała ogromny spór, który wstrząsnął Kościołem na Wschodzie. Kiedy cesarz Konstantyn dostrzegł rozłam duchowy zagrażający jedności imperium dopiero co zjednoczonego politycznie pod jego panowaniem, zwołał w 325 r. sobór powszechny w Nicei. Aby nań przybyć, biskupi z całego cesarstwa mieli nawet możliwość skorzystania z cesarskiej sieci pocztowej.

Soborowi przewodniczył osobiście cesarz; biskup Rzymu nie został nawet zaproszony. Konstantyn nie tylko zwołał synod i prowadził go za pośrednictwem wyznaczonego przez siebie biskupa oraz komisarzy cesarskich, ale też narzucił postanowienia synodu, nadając im rangę praw państwowych. Równocześnie skorzystał ze sposobności, by połączyć organizację Kościoła z organizacją państwa; kościelne jednostki administracyjne miały się pokrywać z jednostkami administracyjnymi cesarstwa (diecezjami), a każda z nich miała mieć swojego metropolitę i synod (zajmujący się głównie wyborem biskupów). Koncepcja cesarza znajdowała poparcie w "teologii politycznej" jego nadwornego biskupa Euzebiusza z Cezarei.

Wszystko to oznaczało, że od teraz cesarstwo rzymskie miało swój własny, cesarski Kościół. I już wtedy, na pierwszym soborze powszechnym, Kościół ten otrzymał powszechne Wyznanie wiary (tzw. nicejskie). Stało się ono prawem obowiązującym w Kościele i w całym cesarstwie - wszystko zostało podporządkowane zasadzie "jeden Bóg, jeden cesarz, jedno imperium, jeden Kościół, jedna wiara".

Zgodnie z tym Jezus Chrystus nie był "stworzony przed początkiem czasu", jak utrzymywał Ariusz (który został przez sobór potępiony), ale jako Syn (które to określenie, jako bardziej naturalne, zastąpiło termin Logos, pojawiający się w Ewangelii św. Jana i nawiązujący do filozofii greckiej) jest "Bogiem z Boga, światłością ze światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego, zrodzonym, a nie stworzonym, współistotnym Ojcu". Niepochodzące z Biblii sformułowanie "współistotny" (gr. homousios, łac. consubstantialis) zostało dodane przez samego Konstantyna; później stało się ono przyczyną znacznych kontrowersji. Podporządkowanie Syna jedynemu Bogu i Ojcu, tak, jak pierwotnie nauczał Orygenes i teologowie poprzedniego okresu, zostało zastąpione równością istoty Syna i Ojca tak, że później mówiono już "Bóg-Syn", i "Bóg-Ojciec". Słowo "współistotny", mające źródło w greckiej filozofii, było słabo zrozumiałe nie tylko dla Żydów, ale również dla chrześcijan pochodzenia żydowskiego.

Konstantyn, ochrzczony dopiero pod koniec życia, uprawiał tolerancyjną politykę integracyjną aż do śmierci w roku 337. Inaczej postępowali jego synowie, którzy podzielili między siebie cesarstwo, zwłaszcza Konstancjusz, władca Wschodu. Konstancjusz prowadził fanatyczną politykę nietolerancji wobec pogan. Zakazał składania ofiar, a ich świątynie zamknął; za hołdowanie zabobonom i składanie ofiar groziła kara śmierci. Chrześcijaństwo przenikało teraz do wszystkich instytucji politycznych, filozofii, przekonań religijnych, kultury i sztuki. Równocześnie często wykorzeniano siłą inne religie i niszczono dzieła sztuki.

Ortodoksyjny cesarz Teodozjusz Wielki, pochodzący z Hiszpanii, pod koniec IV w. po narodzeniu Chrystusa zakazał wszelkich kultów pogańskich i obrzędów składania ofiar, oskarżając łamiących to prawo o zdradę stanu. W ten sposób chrześcijaństwo stało się oficjalnie religią państwową, Kościół katolicki - Kościołem państwowym, a herezja - zbrodnią przeciw państwu. Przy czym nawet po potępieniu Ariusza nowych herezji wcale nie brakowało.

Cóż za przewrót w dziejach! W czasie krótszym niż jedno stulecie Kościół z prześladowanego stał się prześladującym. Jego przeciwnicy, heretycy (czyli ci, którzy wybierali pewne elementy z całości wiary katolickiej), zostali uznani za wrogów cesarstwa i byli odpowiednio karani. Po raz pierwszy chrześcijanie zabijali innych chrześcijan z powodu różnic w poglądach religijnych. W 385 r. w Trewirze natchniony ascetyczny kaznodzieja z Hiszpanii Pryscylian wraz z sześcioma towarzyszami został mimo licznych protestów stracony za herezję. Wkrótce zresztą takie sytuacje przestały dziwić.

Pod presją znaleźli się przede wszystkim Żydzi. Dumny hellenistyczny Kościół rzymski prawie zapomniał już o swoich judaistycznych korzeniach. Kościelny antyjudaizm chrześcijański powstał na gruncie antyjudaizmu istniejącego wcześniej w państwie pogańskim. Złożyło się na to wiele przyczyn: zerwanie dialogu między Kościołem a synagogą i wzajemna izolacja, przypisywanie sobie przez Kościół wyłącznego prawa do hebrajskiej Biblii, ukrzyżowanie Jezusa, za które obecnie obwiniano Żydów, a także rozproszenie narodu Izraela, w którym upatrywano klątwy Bożej rzuconej na przeklęty naród za to, że zerwał przymierze z Bogiem ...

Prawie dokładnie sto lat po śmierci Konstantyna na podstawie specjalnego prawa państwowo-kościelnego wydanego za panowania Teodozjusza II judaizm utracił prawa przynależne religii, które można było uzyskać jedynie przez przyjęcie sakramentu chrztu. Pierwsze represje dotyczyły możliwości zawierania małżeństw mieszanych, piastowania urzędów państwowych, budowania synagog i zmiany wyznania. Wzajemny wpływ rabinackiej praktyki segregacji (na gruncie prawa judaistycznego) i chrześcijańskiej praktyki dyskryminacji (mającej podstawy polityczne i teologiczne) doprowadził w późniejszych czasach do całkowitej izolacji judaizmu w cesarstwie rzymskim.

Państwowa religia chrześcijańska została uwieńczona ogłoszeniem dogmatu Trójcy Świętej. Termin ten został wprowadzony do użycia dopiero wtedy, gdy drugi sobór powszechny w Konstantynopolu, zwołany przez Teodozjusza Wielkiego w roku 381, określił również współistotność Ducha Świętego z Ojcem i Synem. Wyznanie wiary, uzupełnione na tym soborze i stąd nazwane nicejsko-konstantynopolitańskim Wyznaniem wiary, jest w Kościele katolickim uznawane w tej formie do dzisiaj, równolegle ze skróconym Składem apostolskim. Jego treść stała się z czasem tak fundamentalna, że wiele wieków później najwięksi kompozytorzy chrześcijaństwa (Bach, Haydn, Mozart, Beethoven) tworzyli do jego słów wielkie dzieła muzyki klasycznej, stanowiące oprawę mszy.

Po tym soborze trzech Ojców Kapadockich (z Kapadocji w Azji Mniejszej): Bazyli Wielki, Grzegorz z Nazjanzu i Grzegorz z Nyssy opracowało ortodoksyjną formułę Trójcy Świętej: Trójca = jeden boski byt w trzech Osobach (Ojciec, Syn i Duch Święty). Na czwartym soborze powszechnym w Chalcedonie w 451 r. uzupełniono ją o klasyczną formułę chrystologiczną: Jezus Chrystus = jedna (boska) osoba mająca dwie natury (boską i ludzką).

Ten sam sobór, który przyjął sugestię tej definicji chrystologicznej od Leona Wielkiego, biskupa Rzymu, przypomniał mu o jego pozycji. Bowiem na podstawie uroczystego dekretu Kościół Konstantynopola, zbudowanego w 330 r. przez Konstantyna jako nowa stolica cesarstwa w miejscu wcześniejszego Wielkiego Bizancjum, otrzymał taki sam prymat, jak Kościół starego Rzymu. Znany był nawet pod nazwą Nowego Rzymu. Ustanowienie przez sobór takich zasad prymatu nie miało żadnych podstaw teologicznych, było jedynie decyzją polityczną, związaną ze statusem stolicy cesarstwa. W latach 381-451 utworzono pięć klasycznych patriarchatów, które utrzymały się do dnia dzisiejszego. Miały one swoją hierarchię: Rzym (patriarchat Zachodu), Nowy Rzym (Konstantynopol), Aleksandria, Antiochia i - wreszcie - Jerozolima.

 

Po śmierci cesarza Teodozjusza w 395. r. cesarstwo rzymskie uległo podziałowi na cesarstwo wschodnie i cesarstwo zachodnie. Mimo całego znaczenia historycznego i symbolicznego starej stolicy imperium, Rzymu, centrum Kościoła katolickiego leżało niewątpliwie na Wschodzie, który skupiał większą liczbę ludności i stanowił większą potęgę ekonomiczną, kulturową oraz militarną. Znajdowały się tutaj również niemal wszystkie Kościoły apostolskie, czyli te założone przez apostołów. Tutaj odbyły się dotychczas wszystkie sobory powszechne, tutaj powstały patriarchaty, ośrodki nauczania i klasztory. Około połowy IV w. chrześcijaństwo łacińskie wciąż wydawało się jedynie dodatkiem do wschodniorzymskiego chrześcijaństwa bizantyjskiego, odgrywającego wiodącą rolę duchową. Nawet po upływie przeszło tysiąca lat od przeniesienia stolicy imperium nad Bosfor cesarstwo wschodnie kontynuowało pierwotną tradycję Kościoła powszechnego. Po upadku cesarstwa wschodniorzymskiego (w roku 1453) tradycję przekazano Słowianom; po Konstantynopolu, który był "drugim Rzymem", rolę "trzeciego Rzymu" przejęła Moskwa. Do dzisiejszego dnia Kościół rosyjski nosi w swojej formie wyraźne znamię bizantyjskie, widoczne w jego strukturze, literaturze, teologii, ikonografii i obrzędowości.

Dla chrześcijaństwa Zachodu wędrówki ludów germańskich przyniosły zasadnicze zmiany. Już od IV w. najeźdźcy coraz silniej atakowali cesarstwo, a 31 grudnia 410 r. przekroczyli zamarznięty Ren i po raz pierwszy opanowali niezwyciężone Wieczne Miasto - Rzym. Niespodziewanie nadszedł czas biskupa Rzymu. Bowiem w czasie, kiedy starożytna kultura i cywilizacja na Zachodzie wraz z całym systemem państwowym chyliła się ku upadkowi, biskupi Rzymu wykorzystali tworzącą się próżnię władzy. Uczynili tak nie po to, by wywalczyć niezależność od cesarstwa wschodniorzymskiego, ale raczej aby odsunąć się od niego niepostrzeżenie, by zbudować i umocnić własną autokrację. Ale, można by zapytać, czyż Rzym nie miał historycznych, prawnych i teologicznych, a może nawet i biblijnych podstaw do objęcia władzy?

Nie ulega dyskusji, że Kościół starej stolicy cesarstwa, który zawsze odznaczał się dobrą organizacją i działalnością dobroczynną, stanowił również bastion broniący ortodoksji przed gnostycyzmem i innymi herezjami. Odgrywał ważną rolę w tworzeniu wspomnianych już trzech norm wiary katolickiej, sformułowaniu Wyznania wiary i opracowaniu kanonu Nowego Testamentu, a także w stworzeniu tradycji i sukcesji apostolskiej (pomniki św. Piotra i Pawła wzniesiono już w 160 r.). Kościół rzymski zawsze odznaczał się przy tym wielkim autorytetem moralnym.

Nie ma jednak mowy o opartym na Biblii prymacie wspólnoty rzymskiej ani biskupa Rzymu w pierwszych wiekach naszej ery. W szczególności w Rzymie nie było początkowo obdarzonego hierarchiczną władzą episkopatu; o tamtejszych biskupach z pierwszych dwóch stuleci wiemy niewiele ponad to, jak się nazywali (za pierwszą pewną datę w dziejach papiestwa uważany jest rok 222 - początek pontyfikatu Urbana I). Obietnica dana św. Piotrowi w Ewangelii św. Mateusza: "Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój" (Mt 16,18), która ma tak wielkie znaczenie dla dzisiejszych biskupów Rzymu i widnieje wielkimi czarnymi literami na pozłacanym tle we wnętrzu Bazyliki św. Piotra, nie była cytowana w pełnym brzmieniu w literaturze chrześcijańskiej początkowych stuleci. Wyjątkiem jest tekst napisany przez Tertuliana, afrykańskiego Ojca Kościoła z przełomu II i III w., który przytaczał te słowa nie w odniesieniu do Rzymu, ale do samego św. Piotra.

Dopiero w połowie III w. biskup Rzymu Stefan powołał się na obietnicę daną św. Piotrowi. Uczynił tak w sporze z innymi Kościołami o to, który z nich może się poszczycić lepszą tradycją. Nie powiodło mu się jednak bardziej niż pięćdziesiąt lat wcześniej biskupowi Wiktorowi, który próbował autorytarnie narzucić jednolitą, rzymską datę Wielkanocy, nie licząc się z charakterem i niezależnością pozostałych Kościołów. Spotkało się to z ostrą krytyką ze strony biskupów Wschodu i Zachodu, zwłaszcza wielce szanowanego biskupa i teologa Ireneusza z Lyonu. W tych czasach zwierzchnictwo jednego Kościoła nad innymi nie było przyjęte nawet na Zachodzie.

W każdym razie za czasów cesarza Konstantyna prawny zwierzchnik Kościoła był wyraźnie określony - był nim cesarz. To on, Pontifex maximus, najwyższy kapłan, miał monopol na stanowienie prawa w kwestiach Kościoła (ius in sacris). On miał najwyższą władzę sądowniczą i był najwyższym zwierzchnikiem wspólnoty rzymskiej, która z racji dokonanego przez Konstantyna włączenia Kościoła katolickiego w strukturę państwa stała się instytucją państwową. Konstantyn osobiście zwołał pierwszy sobór powszechny w Nicei, nie prosząc o to żadnego z biskupów, i narzucił prawo kościelne. W późniejszych czasach na Zachodzie rozgłoszono, że zwierzchnictwo kościelne nad Rzymem jako miastem oraz nad całą zachodnią połową cesarstwa zostały na mocy tzw. Donacji Konstantyna złożone w ręce biskupa Rzymu, chociaż dokument ten okazał się kolejnym z wielkich fałszerstw historii.

Po roku 350 nastąpił powolny wzrost znaczenia wspólnoty chrześcijańskiej Rzymu oraz jej biskupa, prowadzący do zajęcia dominującej pozycji w cesarstwie zachodnim, wzorowanej na monarchii. Cesarz przebywał z reguły daleko od Rzymu i zajmował się głównie sprawami Wschodu. Zwolnił rzymskich duchownych z płacenia podatków i nadał im przywilej samodzielnego decydowania w kwestiach wiary i prawa cywilnego.

Prawda, że nie od razu papieski Rzym zbudowano. Jednak konsekwentnie, świadomi swej władzy, biskupi Rzymu w IV i V w. stopniowo poszerzali swoje wpływy, dążąc do prymatu na całym świecie. Ich żądania mogły nie mieć podstaw biblijnych ani teologicznych, jednak z upływem stuleci zostały włączone do prawa kościelnego i przyjęte jako oczywiste. W rezultacie dzisiaj wielu ludzi, zarówno katolików, jak i innych wyznań, uważa za pierwotnie katolickie to, co w IV i V w. przypisali sobie biskupi Rzymu:

- Za czasów biskupa Juliusza (337-352) ogłoszono, że Rzym ma prawa powszechnego sądu apelacyjnego (opierając się na wątpliwych uchwałach szczątkowego zachodniego synodu w Sardyce w 343 r., a później na sfałszowanej apelacji na soborze w Nicei).

- Pozbawiony skrupułów biskup Damazy (366-384) był pierwszym, który powoływał się na zapisane przez św. Mateusza słowa o opoce (które pojmował w sensie prawodawczym) na poparcie swoich aspiracji do władzy. Wyrażał się o swej stolicy apostolskiej (sedes apostolica) tak, jakby poza nią nie istniała żadna inna. Bogate zdobienia rzymskich grobowców i kościołów (opatrzonych łacińskimi inskrypcjami) oraz zlecenie Hieronimowi, uczonemu z północnej Italii, łacińskiego przekładu Biblii (nazwanego później Wulgatą), lepszego i łatwiej zrozumiałego niż dotychczasowy tekst (trzeba pamiętać. że łacina była wówczas językiem powszechnie używanym. podczas gdy tekst grecki był dla ludzi niewykształconych niezrozumiały), stanowiły element polityki kulturalnej mającej umocnić władzę Rzymu.

- Biskup Syrycjusz (384-399) jako pierwszy tytułował się "papieżem". Słowo papa (z greckiego pappas) było pełnym szacunku i miłości określeniem ojca, od dawna już używanym przez wszystkich biskupów Wschodu. Tak rozpoczął się proces monopolizowania przez Rzym tytułów używanych początkowo przez wiele Kościołów i biskupów. Syrycjusz krótko określał swoje rozporządzenia mianem "apostolskie". Jednocześnie przejął styl rzymskich dostojników i urzędników państwowych; podobnie jak cesarz w korespondencji z gubernatorami prowincji, odpowiadał na pytania i prośby ze strony innych Kościołów w formie zwięzłych pism, zwanych Decreta i Responsa.

- Biskup Innocenty (401-417) wymagał, by wszystkie ważne decyzje po przedyskutowaniu na synodzie przedstawiano do zatwierdzenia biskupowi Rzymu. Nie dbając szczególnie o prawdę historyczną, utrzymywał, że Ewangelia dotarła do pozostałych prowincji Zachodu za pośrednictwem Rzymu (czemu przeczy przykład północnej Afryki, Francji i Hiszpanii). Miał to być argument za wprowadzeniem jednolitej liturgii.

- Biskup Bonifacy (418-422) dążył do zakazu odwoływania się od decyzji biskupa Rzymu, oświadczając, że jego postanowienia i orzeczenia są ostatecznie wiążące.

Trzeba jednak zauważyć, że początkowo Rzym jedynie się tego wszystkiego domagał. Zwłaszcza na Wschodzie, gdzie patrzono na Rzym z lekceważeniem jak na dawną stolicę, która chyliła się ku upadkowi, z początku mało kto traktował te roszczenia poważnie. Tam za najwyższą władzę uważano cesarza i sobór powszechny, który mógł zostać zwołany jedynie przez cesarza.

Tak więc starania biskupów Rzymu z IV i V w. o uznanie, iż z biblijnych słów o św. Piotrze i opoce wynika, że objęcie rzymską jurysdykcją całego Kościoła jest wolą Boga i o wprowadzenie tego w życie - nie powiodły się. Zaś wielki myśliciel z czasów Damazego, Syrycjusza, Innocentego i Bonifacego, najwybitniejszy teolog Zachodu pochodzący z północnej Afryki, Aureliusz Augustyn, który wyraźnie sprzyjał Rzymowi, nie wypowiadał się na temat powszechnego prymatu biskupa Rzymu.

 

Dopiero między rokiem 360 i 382, po dłuższym okresie przejściowym, na Zachodzie wprowadzono łacinę ostatecznie i powszechnie jako język liturgii. Łacina stała się teraz również urzędowym językiem zachodniego Kościoła, teologii i prawa, pozostając nim przez wiele stuleci, aż do drugiej połowy XX w., kiedy zmienił to II Sobór Watykański.

Podstawy łacińskiej teologii pochodzą z północnej Afryki, od prawnika i teologa świeckiego Tertuliana, działającego w drugiej połowie II w. Już wtedy zaczęło być jasno widoczne, co odróżnia chrześcijaństwo łacińskie od greckiego. W głównej sferze jego zainteresowań leżały nie metafizyczne i spekulatywne problemy chrystologii i doktryna Trójcy Świętej, ale zagadnienia psychologiczne, etyczne i dyscyplinarne: wina, pokuta, przebaczenie i kara; porządek Kościoła, urzędy i sakramenty. W tym wszystkim szczególny nacisk kładziono na wolę oraz koncentrowano uwagę na społecznym wymiarze religii, wspólnocie i Kościele jako instytucji politycznej.

Tą samą drogą podążali wszyscy liczący się biskupi i teologowie Zachodu, zwłaszcza Cyprian z Kartaginy, duchowy przywódca Kościoła Afryki Północnej z III w. i obrońca autonomii episkopatu przed dominacją Rzymu. W IV w. znalazł on naśladowcę w osobie Ambrożego z Mediolanu, wcześniej prefekta tego miasta, który podobnie jak inni rozmyślnie korzystał z nauk teologów greckich: egzegezy Orygenesa z Aleksandrii i teologii systematycznej trzech Ojców Kapadockich - Bazylego, Grzegorza z Nazjanzu i Grzegorza z Nyssy.

To, że pod koniec IV w. łaciński Zachód podążał tą samą ścieżką teologiczną co grecki Wschód, stało się paradoksalnie za sprawą pracy całego życia Aureliusza Augustyna (354-430), teologa, który nie znosił greki, a za to po mistrzowsku władał łaciną i miał się stać głównym teologiem Kościoła łacińskiego. Każdy, kto chce zrozumieć myśl Kościoła katolickiego, musi zrozumieć św. Augustyna. Żadna inna postać od czasów św. Pawła aż do Lutra nie wywarła większego wpływu na Kościół katolicki i teologię niż ów człowiek, urodzony na terenie dzisiejszej Algierii. Początkowo był znany jako człowiek światowy, geniusz intelektualny, błyskotliwy mistrz stylu literackiego i utalentowany psycholog. Po długich wątpliwościach i poszukiwaniach stał się gorliwym katolikiem, kapłanem i biskupem.

Św. Augustyn był przez trzydzieści dwa lata biskupem Hippony (Hippo Regius - dzisiejsza Annaba w Algierii, dawniej Bane). Jako biskup, będąc już autorem wielu znakomitych, wspaniałych i poruszających do głębi dzieł o poszukiwaniu szczęścia przez człowieka, o czasie i wieczności, o ludzkiej duszy i poświęceniu Bogu, Augustyn okazał się niestrudzonym kaznodzieją objaśniającym Pismo Święte oraz autorem traktatów teologicznych. Stał się w ten sposób główną postacią w dwóch kryzysach, które nie tylko wstrząsnęły Kościołem w Afryce, ale i zadecydowały o kształcie Kościoła w Europie: kryzysu donatystów i pelagianistów.

 

Co stanowi prawdziwy Kościół? Wokół tego pytania doszło do pierwszego wielkiego kryzysu, wywołanego przez trzymający twardą linię Kościół donatystów (założony przez biskupa Donata). Od kilkudziesięciu lat donatyści odwracali się od Kościoła powszechnego, który w ich mniemaniu stał się zbyt liberalny. Uważali za nieważne wszystkie sakramenty, udzielone przez biskupów i prezbiterów, którzy okazali się niegodnymi, a w szczególności przez tych, którzy w przeszłości załamali się pod wpływem prześladowań, oraz wszystkich ich następców.

Takie stanowisko było od początku potępiane w "wielkim Kościele". Na mocy prawa o religii państwowej, wydanego przez Teodozjusza, donatystom zakazano odprawiania obrzędów religijnych. Zagrożono im konfiskatą majątków i wygnaniem. Uznany przez państwo był jedynie Kościół katolicki. Wobec rozszerzającej się schizmy donatystów św. Augustyn, który jako biskup od początku przywiązywał wielką wagę do jedności Kościoła, rozpoczął kampanię na rzecz powszechnego Kościoła katolickiego, będącego według jego słów "matką" wszystkich wiernych. Jeszcze jako świecki teolog argumentował:

"Musimy trwać mocno przy religii chrześcijańskiej i braterstwie tego Kościoła, który jest Kościołem katolickim i jest zwany Kościołem katolickim, nie tylko przez swoich wyznawców, ale i przez wszystkich swoich przeciwników. Czy chcą tego, czy nie, nawet heretycy i schizmatycy, jeżeli nie rozmawiają w swoim gronie, ale z innymi, tylko katolików nazywają katolikami. Albowiem mogą być zrozumiani jedynie wówczas, gdy nadadzą mu tę samą nazwę, pod którą jest on znany na całym świecie" (De vera religione 7,12).

 

Tutaj "Kościół katolicki" nie był już rozumiany jako Kościół obejmujący wszystkie Kościoły i pozostający równocześnie ortodoksyjnym, ale już także jako Kościół, który rozszerzył się na całą ziemię i miał najwięcej wyznawców. Zarówno w tym przypadku, jak i w wielu innych sprawach, św. Augustyn dostarczył teologii Zachodu wielu argumentów, kategorii myślowych, rozwiązań i zręcznych sformułowań, zwłaszcza na temat zróżnicowania doktryn dotyczących Kościoła i sakramentów. Jednak ponieważ zaczął z pozycji polemicznej i obronnej, to mimo nacisku położonego na "niewidzialny Kościół" złożony z prawdziwie wierzących, doszedł do instytucjonalnego i hierarchicznego rozumienia Kościoła.

Mamy więc do czynienia z podporządkowaniem jednostki Kościołowi jako instytucji. Naturalnie św. Augustyn pojmował prawdziwy Kościół jako Kościół pielgrzymujący, który pozostawiał oddzielenie ziarna od plew Najwyższemu Sędziemu. Ale w konfrontacji z coraz to nowymi grupami heretyków i wobec nieudolnych działań zmierzających do przywrócenia porządku doszedł w końcu do wniosku, że nawet zwalczanie przemocą heretyków i schizmatyków jest uzasadnione z teologicznego punktu widzenia. Argumentował to, przywołując słowa Jezusa z przypowieści o uczcie, gdzie w łacińskim tłumaczeniu położony jest nacisk na sformułowanie coge intrare - "wprowadź tu", "zmuszaj [zamiast "zaproś"] do wejścia" (Łk 14,21-22). W ten sposób św. Augustyn, który tak przekonująco mówił o miłości Boga i miłości człowieka, a nawet definiował, że "Bóg jest miłością", dostarczył przez następne stulecia kluczowych argumentów do teologicznego usprawiedliwienia nawracania siłą, działalności inkwizycji oraz świętej wojny przeciw wszelkiego rodzaju odstępcom - do czego nigdy nie doszło na chrześcijańskim Wschodzie. Istniały jednak również inne istotne różnice między Wschodem a Zachodem.

Jak osiągnąć zbawienie? Wokół tego pytania rozwinął się spór, który doprowadził do drugiego wielkiego kryzysu w Kościele. Tym razem został on wywołany przez cieszącego się wielkim poważaniem ascetycznego mnicha Pelagiusza, który przybył do Rzymu z Anglii. Napotkawszy wśród zamożnych obywateli rzymskich swobodne podejście do wiary chrześcijańskiej, wielką wagę przywiązywał do moralności, woli, wolności, odpowiedzialności i czynów. Łaska Boża, a w szczególności przykład Jezusa, moralne napominanie i przebaczenie, wprawdzie ważne, dla Pelagiusza odgrywały raczej rolę czynników zewnętrznych. W każdym razie nie pojmował on łaski Bożej tak, jak św. Augustyn, a wcześniej Tertulian - jako "siły" (łac. vis) działającej na wnętrze człowieka, niemal namacalnej w postaci duchowego "paliwa", które później, w średniowieczu, nazwano by "łaską stworzoną" w odróżnieniu od łaskawości samego Boga.

Św. Augustyn czuł, że pelagianizm trafiał w słaby punkt jego osobistych doświadczeń, uderzał w samo serce jego wiary. W końcu w ciągu trudnych lat przed przyjęciem wiary katolickiej, w swoim związku z kobietą, która urodziła mu syna, doświadczył, jak słaba była jego wola, a jak silne cielesne pożądanie (concupiscentia carnis) zmierzające do przyjemności - i jak bardzo w związku z tym ludzie od początku aż do końca potrzebują łaski Bożej, aby być chrześcijanami. W swych intymnych poetyckich Wyznaniach opisał łaskę, którą grzeszne istoty ludzkie muszą otrzymać wyłącznie i całkowicie od Boga. Tutaj św. Augustyn w całkiem nowy sposób odniósł się do przesłania św. Pawła mówiącego, że grzesznicy są usprawiedliwieni i uczynieni prawymi wobec Boga poprzez łaskę wiary, nie zaś przez czyny polegające na przestrzeganiu Prawa. To przesłanie straciło już swoje znaczenie w związku z zanikiem judeochrześcijaństwa i greckim skupieniem uwagi na przebóstwieniu istot ludzkich. Natomiast św. Augustyn postawił zagadnienie łaski w centrum teologii Zachodu.

Jednak walka z pelagianizmem miała bezpośrednie konsekwencje. W jej trakcie św. Augustyn ostrzej i węziej zarysował teologię grzechu i łaski. Próbował teraz wyjaśnić grzech każdego człowieka biblijnym pierworodnym grzechem Adama, "którym wszyscy ludzie zgrzeszyli (a nie: za którego przykładem grzeszą)". Była to wolna przeróbka tłumaczenia sformułowania z Listu do Rzymian (Rz 5,12). W ten sposób św. Augustyn nadał wymiar historyczny, psychologiczny, a nawet seksualny pierwotnemu grzechowi Adama. Dla niego, całkiem przeciwnie niż dla św. Pawła, grzech pierworodny był uwarunkowany seksualnie. Bowiem według św. Augustyna grzech pierworodny był przekazywany każdemu rodzącemu się człowiekowi za pośrednictwem aktu płciowego oraz związanego z nim pożądania cielesnego, a więc egoistycznego (concupiscentia). Zatem zgodnie z tą teorią teologiczną każdemu nowo narodzonemu dziecku jest początkowo przeznaczona wieczna śmierć duszy - dopóki nie zostanie ochrzczone.

W konsekwencji św. Augustyn, bardziej niż jakikolwiek inny autor w starożytności obdarzony talentem do analitycznej autorefleksji, pozostawił w spadku całemu zachodniemu Kościołowi katolickiemu doktrynę grzechu pierworodnego, nieznaną na Wschodzie, a równocześnie zgubne potępienie seksualności. Odczuwanie przyjemności z aktu płciowego dla samej przyjemności (a nie w celu spłodzenia dziecka) zostało uznane za grzeszne i należało się od niego powstrzymywać. W naukach papieży rzymskokatolickich taki pogląd utrzymuje się aż do dnia dzisiejszego.

Równocześnie św. Augustyn przejął pewien zgubny mit od dualistycznej sekty manichejczyków. Sekta ta, do której należał w czasach młodości, była wrogo nastawiona do ciała i utrzymywała, że tylko stosunkowo niewielu ludziom jest przeznaczone dostąpić wiecznej szczęśliwości (przekroczyć przepaść powstałą przez upadek aniołów), pozostali zaś stanowią rzeszę potępionych. Ta okrutna doktryna mówiąca o dwojakim przeznaczeniu ludzi (wiecznej szczęśliwości albo wiecznym potępieniu) stała w skrajnej opozycji do nauk Orygenesa o nadziei na powszechne pojednanie z Bogiem. Wywierała jednak niepostrzeżenie silny wpływ na chrześcijaństwo Zachodu, prowadząc do szerzenia się obaw o zbawienie i strachu przed demonami aż do czasów reformatorów, Lutra i Kalwina, którzy konsekwentnie przemyśleli tę teorię do końca.

Przez wiele lat św. Augustyn pracował niestrudzenie nad wielkim dziełem swojego długiego życia, wiedziony nie chęcią herezji, ale wewnętrzną potrzebą jasnego sformułowania pewnej kwestii. Zależało mu na przedstawieniu głębszej, bardziej przekonującej interpretacji doktryny o Trójcy Świętej. Jego interpretacja zyskała tylu entuzjastów na zlatynizowanym Zachodzie, że wkrótce prawie zapomniano o istnieniu jakiejkolwiek innej. Jednak chrześcijanie prawosławni aż do dzisiaj konsekwentnie odmawiają jej uznania. Dlaczego?

Greccy Ojcowie Kościoła zawsze wychodzili od pojęcia jedynego Boga Ojca, który w ich pojęciu, tak jak w Nowym Testamencie, był nazywany po prostu Bogiem (ho Theos). Pojmowali oni relację między Bogiem Ojcem a Synem i Duchem Świętym w świetle tego właśnie Boga Ojca. Tak, jakby gwiazda udzielała swojego światła drugiej gwieździe ("Bóg z Boga, światłość ze światłości"), a w końcu także i trzeciej. Przy czym dla ludzkiego oka wszystkie trzy, gwiazdy po kolei wyglądają jak jedna gwiazda.

Św. Augustyn rozumiał to zupełnie inaczej. Zamiast od jedynego Boga Ojca, zaczął od jedynej natury Boga, Boskiej istoty, wspólnej dla Ojca, Syna i Ducha Świętego. Dla łacińskich teologów podstawą jedności nie był Bóg Ojciec, ale istota Boskości. Rozwijając podany wcześniej przykład, można powiedzieć, że nie są to trzy gwiazdy świecące po kolei jedna po drugiej, ale jednocześnie obok siebie, tworząc trójkąt na tym samym poziomie. Tutaj pierwsza i druga gwiazda wspólnie udzielają swego światła trzeciej.

Aby wyjaśnić tę kwestię dokładniej, św. Augustyn nowatorsko użył sformułowań odnoszących się do duszy, dostrzegając podobieństwo między potrójną postacią Boga a trzema cechami ludzkiej duszy. Porównał Ojca do pamięci, Syna do intelektu, a Ducha Świętego do woli. W świetle tej analogii Trójcę Świętą można było rozumieć następująco: Syn został zrodzony z Ojca (podobnie do intelektu). Ojciec dysponuje wiedzą i przekazuje Synowi własny obraz i podobieństwo. Jednak Duch Święty zstępuje z Ojca (kochającego) na Syna (umiłowanego) (podobnie do woli). Duch Święty jest upostaciowaną miłością między Ojcem a Synem; pochodzi zarówno od Ojca, jak i od Syna. (Łaciński termin określający to pochodzenie zarówno od Ojca, jak i od Syna - filioque - okazał się wielką przeszkodą dla chrześcijan prawosławnych. Z ich punktu widzenia Duch Święty pochodzi bowiem jedynie od Ojca.)

W ten subtelny sposób św. Augustyn utworzył intelektualną konstrukcję Trójcy Świętej, opartą na kategoriach filozoficznych i psychologicznych, jako wewnętrzny rozwój Boga. W tym kontekście sformułowanie "i Syna" nabrało tak podstawowego znaczenia, że na Zachodzie od VI-VII w. było stopniowo włączane do Credo. Po czasach Karola Wielkiego germańscy cesarze domagali się tego kilkakrotnie, aż w roku 1014 słowa te zostały ostatecznie dodane do dawnego Wyznania wiary. Jednak Wschód aż do dzisiaj uważa słowo filioque za zafałszowanie początkowego powszechnego Wyznania wiary, stanowiące herezję.

Natomiast dzisiejsi katoliccy i protestanccy dogmatyczni teologowie Zachodu, którzy korzystając z wszelkich unowocześnień i nowych argumentów starają się, zwykle bezskutecznie, by tzw. "centralny dogmat" chrześcijaństwa był możliwy do przyjęcia przez współczesnych, wydają się nie uświadamiać sobie, że interpretują relacje między Ojcem, Synem i Duchem Świętym nie tyle w świetle Nowego Testamentu, co w świetle teorii św. Augustyna.

 

W ostatnim okresie swego życia św. Augustyn doświadczył kryzysu całkiem innego rodzaju - kryzysu światowego, który nie dotyczył Kościoła, ale całego cesarstwa rzymskiego. 28 sierpnia 410 r. Rzym, uważany za Wieczne Miasto, uległ nawale armii Alaryka, króla Wizygotów i był plądrowany przez wiele dni. Przerażające opowieści o gwałceniu kobiet, mordowaniu senatorów, polowaniu na bogaczy i zniszczeniu starego ośrodka władzy i administracji dotarły do Afryki. Szerzył się defetyzm; jeżeli mogło dojść do upadku Wiecznego Miasta, to kto mógł czuć się bezpieczny? Czy wina nie leżała aby po stronie chrześcijaństwa? Czy cała dotychczasowa historia przestała mieć jakieś znaczenie?

Św. Augustyn zareagował na to, pisząc swoje ostatnie, wspaniałe dzieło: O państwie Bożym (De civitate Dei). Sięgnął w nim po wszelkie możliwe argumenty. Nie odniósł się w nim wcale do nietkniętego przez najeźdźców bizantyjskiego Nowego Rzymu, ale przeprowadził przez wszystkie siedem okresów istnienia świata wspaniałą teodyceę: próbę usprawiedliwienia Boga w obliczu wszelkich niepojętych zdarzeń i katastrof, stanowiącą interpretację historii w wielkiej skali. Co jest podstawą dziejów świata i jaki jest ich sens? Według św. Augustyna w ostatecznym rozrachunku całe dzieje świata sprawdzają się do zaciętych zmagań między civitas terrena - państwem ziemskim, państwem świata ziemskiego, przynależnością do świata ziemskiego (za którym stoi szatańskie państwo upadłych aniołów), a civitas Dei - państwem Bożym, państwem niebieskim, przynależnością do Boga.

W ten sposób, korzystając z wszelkich możliwych porównań, paraleli, analogii, alegorii i typologii, św. Augustyn przedstawił całościowe spojrzenie na historię świata, która w najgłębszym rozumieniu polega na ścieraniu się wiary i niewiary, pokory i arogancji, miłości i żądzy władzy, zbawienia i potępienia - od początku czasu do dnia dzisiejszego i dalej aż do ostatecznego końca, czyli wiecznego państwa Bożego, królestwa pokoju, Królestwa Bożego. W sumie było to pierwsze monumentalne ujęcie teologiczne historii w starożytności, które wywarło później wielki wpływ na zachodnich myślicieli średniowiecza, a także czasów reformacji aż do współczesnej sekularyzacji historii.

Oczywiście św. Augustyn uznałby, że gloryfikacja Kościoła rzymskiego i papieża jako państwa Bożego (dyskredytująca germańskich cesarzy i ich imperium jako państwo świata) stanowiła przeinaczenie jego myśli. Nie interesowały go instytucje i jednostki; był jak najdalszy od upolitycznienia i klerykalizacji idei państwa Bożego. W jego państwie Bożym papież nie odgrywał żadnej roli. W każdym razie dla św. Augustyna wszyscy biskupi byli zasadniczo równi, chociaż uważał Rzym za centrum cesarstwa i Kościoła, nie był gorliwym zwolennikiem papiestwa. Pod żadnym względem nie myślał o prymacie Rzymu. Albowiem to nie św. Piotr jako osoba ani jego następcy mieli stanowić podstawę Kościoła, ale Chrystus i wiara w Niego. Biskup Rzymu nie sprawował najwyższej władzy w Kościele; sprawował ją sobór powszechny, tak jak to miało miejsce na całym chrześcijańskim Wschodzie, przy czym św. Augustyn nawet soborowi nie przypisywał nieomylności.

Zaledwie w dwa lata po ukończeniu tego "wielkiego i niezwykle trudnego dzieła" O państwie Bożym do św. Augustyna dotarły straszne wieści, że ariańscy Wandalowie, którzy w ciągu jednego pokolenia przeszli przez całą Europę, od terenów Węgier i Śląska po Hiszpanię i Gibraltar, podążają właśnie wybrzeżem Mauretanii, grabiąc i paląc wszystko po drodze. W 430 r. Wandalowie przez całe trzy miesiące oblegali Hipponę. Św. Augustyn, mający teraz 75 lat, trawiony gorączką, szykował się na śmierć z pokutnymi psalmami Dawida na ustach. Zanim Wandalowie przełamali obronę miasta, 28 sierpnia - dokładnie dwadzieścia lat po podboju Rzymu przez Wizygotów - św. Augustyn oddał ducha. Był niekwestionowanym przewodnikiem duchowym i teologicznym chrześcijan północnej Afryki, gdzie władza Rzymu skończyła się już na zawsze. Za to teologiczna myśl św. Augustyna miała wpłynąć na bieg historii sąsiedniego kontynentu, Europy.

Aż do dnia dzisiejszego ów katolicki teolog, który mimo popełnianych błędów nie ma sobie równych, przypomina o sensie nie tylko historii świata, ale i życia człowieka, gdy w ostatnich słowach traktatu O państwie Bożym przywołuje myśl o owym nieokreślonym i nieopisanym dniu, w którym Bóg ukończył dzieło stworzenia: "Teraz odpoczniemy i będziemy patrzeć. Będziemy patrzeć i kochać. Będziemy kochać i chwalić. Pamiętajmy o tym, co będzie na końcu i nie będzie miało końca. Bowiem cóż innego jest końcem naszym jak tylko wejście do tego Królestwa, które nie ma końca?".

 

 


Wydrukuj stronę