Kazanie:

 

Ks.dr Andrzej Wantuła

1. niedziela po Wielkanocy (Quasimodogeniti)

PRÓBA SERCA (podług taśmy magnetofonowej)

Gdy więc spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Donasza, miłujesz mię więcej niżeli ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje. Rzecze mu znowu po raz drugi: Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mię? Rzecze mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzekł mu: Paś, owieczki moje. Rzecze mu po raz trzeci Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mię? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Miłujesz mię? I odpowiedział mu: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu Jezus: Paś owieczki moje. Zaprawdę, zaprawdę powiadane ci: Gdyś był młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. A to powiedział, dając znać, jaką śmiercią uwielbi Boga. I powiedziawszy to, rzekł do niego: Pójdź za mną.

Ewangelia św. Jana 21, 15-19

JAKO ewangeliccy chrześcijanie wiemy, po co żeśmy się tu zebrali: aby się myślami skupić wokoło tego słowa, które nam sam Pan na tę uroczystość dzisiejszą wyznaczył. Prowadzi nas ono w dalekie czasy, ku dniom po zmartwychwstaniu Pana. W okresie między Wielkanocą a Wniebowstąpieniem wiedli uczniowie przedziwne życie. Śnili jakby sen na jawie. Pan nie pozostał w grobie, wstał z martwych. Wieść o tym dotarła do uczniów. Więcej, zmartwychwstały Pan zaczął przebywać z nimi, ukazywać się im i rozmawiać z nimi. Powtórzyły się jakby niegdysiejsze czasy, o których uczniowie myśleli, że przeminęły na zawsze. Pan pokazywał się swoim uczniom pojedynczo, lecz pokazywał się też większym grupom. Dzisiejszy tekst przedstawia nam jeden z fragmentów tego dziwnego okresu życia uczniów, kiedy to Pan spotyka się i obcuje z nimi, lecz w inny sposób niż niegdyś. Ale tak czy owak jest obecny między nimi.

Jaki mógł być cel tych wydarzeń? Chyba nikt z nas nie pomyśli, że Chrystus Pan chciał kogoś zadziwiać nowymi cudami. Pan Jezus nigdy nie czynił cudów po to, aby ludzi zadziwiać, dostarczać sensacji, zaspokajać pragnienie nowości, pragnienie ujrzenia czegoś nadzwyczajnego. Nie! Zmartwychwstałemu Panu przyświecał inny cel. O tym właśnie opowiada nasza dzisiejsza Ewangelia. Pan Jezus chciał doświadczyć apostoła Piotra, wypróbować jego serce, zanim uznał go godnym przyjęcia nowych zadań i obowiązków. Było to przygotowanie do tych nowych zadań, do roli, jaką miał odegrać, a wiemy, że była to rola poławiacza ludzi. Zatrzymajmy się na chwilę myślami przy tej Ewangelii i śledźmy to badanie Piotrowego serca, o którym wiemy, że było niestałe i chwiejne, jak każde serce ludzkie.

Zaczęło się tak jak niegdyś, gdy przebywali nad jeziorem. Kilku uczniów, a było ich siedmiu, znalazło się nad jeziorem Genezaret. Z inicjatywy Piotra wyjechali nocą łodzią na jezioro, zarzucili sieci i próbowali łowić. Lecz "tej nocy nic nie złowili". I oto nad ranem, gdy zaczęło szarzeć, na brzegu jeziora pojawiła się jakaś postać, której uczniowie początkowo nie rozpoznali. Był to Jezus. Uczniów doszło pytanie: "Dzieci! A macie co do zjedzenia?" Odpowiedzieli: "Nie". Na to On rzekł: "Zapuśćcie sieć po prawej stronie łodzi". Uczniowie usłuchali i zagarnęli mnóstwo ryb. Wtedy apostoł Jan odgadł, kim jest owa postać na brzegu i powiedział szeptem Piotrowi: "Pan jest". Na te słowa apostoł Piotr rzucił się w fale jeziora i zaczął płynąć do brzegu, reszta zaś uczniów z siecią pełną ryb podążyła za nim. Na brzegu zastali "rozniecone ognisko i rybę położoną na nim, i chleb". Na polecenie Pana położyli na ognisku jeszcze kilka ryb i spożywali posiłek w uroczystym milczeniu. Usługiwał im zaś sam Pan Jezus.

Po śniadaniu rozpoczęta się próba, która może być wzorem rozmowy duszpasterskiej. Pan Jezus podchodzi do rzeczy delikatnie. Zwraca się do Piotra z pytaniem: "Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mię więcej niżeli ci?" To znaczy: czy miłujesz mnie bardziej niż pozostali uczniowie? Zwróćmy uwagę na to, że Pan Jezus nie używa tu imienia Piotr, lecz Szymon. Imię Piotr pochodzi od słowa "skała". Pan Jezus nadał niegdyś to imię Szymonowi: "Ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Mat. 16, 18). Teraz Pan Jezus nie używa tego imienia, które miało przypominać skałę, lecz wraca do dawnego imienia Piotra, do imienia Szymon. Imię to wywodzi się od hebrajskiego słowa oznaczającego trzcinę. Pan Jezus czyni więc tu aluzję do chwiejności Piotra, do jego niestałości. Trzcina bowiem jest symbolem tego, co nie jest stałe, tego, co jest chwiejne, co się łatwo gnie pod wpływem podmuchu wiatru. Użycie imienia Szymon już jest wystarczająco znaczące, bo nawiązuje do cechy charakteru Piotra; do jego niestałości.

Co też mógł sobie pomyśleć Piotr w owej chwili? Możemy przypuścić, że zrozumiał intencję Pana i że wywołała ona bolesne wspomnienia. Któż to bowiem, jeżeli nie właśnie Piotr zaparł się nędznie Mistrza swego na dworze arcykapłana przy ognisku, mówiąc: "Nie znam tego człowieka" (Mat. 27, 72. 74)!

Pan Jezus, zwracając się do Piotra jego dawnym imieniem, chce mu powiedzieć: Człowieku o chwiejnym sercu, zastanów się dobrze nad tym, co mówisz, i nie rzucaj wielkich słów na wiatr! Być mężnym w słowach, to rzecz łatwa, na to stać każdego, ale cóż po wielkich słowach, przysięgach, zapewnieniach i obietnicach, jeżeli one w czynach nie mają pokrycia! Szymonie, człowieku o niestałym sercu, miłujesz mię? Miłujesz mię więcej niżeli ci? Niż inni uczniowie?

Zwróćmy uwagę na to, że Pan Jezus niczego nie upiększa, gdy chodzi o sytuację, w jakiej znalazł się Piotr. Pan Jezus w ogóle niczego nie chce idealizować. Nie upiększa więc tego, co jest złe, niskie, brzydkie. Bierze rzeczy takimi, jakimi są. Bóg nie upiększa grzechu i nigdy nie uprawia fałszywej propagandy. Pan Jezus mówi: "Niechaj mowa wasza będzie: tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego" (Mat. 5, 37). Apostoł Piotr popełnił grzech, ciężki grzech: zaparł się Mistrza w Jego ciężkiej chwili. To jest rzecz straszna, okropna. Pomyślcie tylko: znać Jezusa Chrystusa, wiedzieć, kim jest, należeć do Jego bliskiego grona, a potem w chwili próby zaprzeć się tego!... Pod wpływem chwilowego strachu zaprzeć się Syna Bożego, zaprzeć się swojego Zbawiciela... To straszna rzecz!... A to się właśnie przydarzyło Piotrowi tam, na dziedzińcu arcykapłana. To mu w delikatny sposób Pan tu przypomina w czasie spotkania nad jeziorem Genezaret. Powiada mu - i nam tu dziś - Szymonie, trzcino, człowiecze o niestałym sercu, zastanów się: "Miłujesz mię?" Miłujesz mię więcej niż inni? Czy gotów jesteś zapłacić cenę tej miłości? Bo miłość do Mnie może cię kosztować, może cię dużo kosztować. Jaką cenę jesteś gotów zapłacić? Do jakiej ceny sięga twoja miłość?

Słowa, słowa... Łatwo się na nie zdobyć, a nieraz wręcz upajać się nimi, gdy ładnie brzmią. Pamiętacie, jak to było, gdy Pan Jezus zapowiadał swoim uczniom, że będzie musiał cierpieć, że będzie wydany i że Go opuszczą, że się Go nawet zaprą. Wtedy to Piotr, pewny siebie, a może oburzony; że się go o coś takiego posądza, pragnąc zaimponować drugim, innym uczniom i samemu Jezusowi powiedział pamiętne, wielkie słowa: "Choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja się nigdy nie zgorszę" (Mat. 26, 33)

Piotr dopuszczał myśl, że kto inny może się zaprzeć Jezusa, tylko nie on. Chce zrobić wrażenie, że jest lepszy niż inni. Z tego powodu Jezus pyta: "Czy miłujesz mię więcej niż tamci?

Tu dochodzimy do drugiej rzeczy. Patrzcie, jakie to ciekawe. Na co patrzy Jezus, oceniając człowieka? Jak waży wartość swojego ucznia? Nie pyta o wiedzę, nie interesuje się tym, co apostoł wie o Nim, co umie, lecz pyta o serce. Trzy razy stawia to pytanie, żeby Piotr rozważył odpowiedź, zanim jej udzieli. Przedtem Piotr nie ważył swoich słów, wypowiadał je lekko; teraz ma je ważyć, zbadać swoje serce. Jezus pyta go trzy razy, jak gdyby chciał uderzyć w jego serce i wstrząsnąć Piotrem do głębi, przeniknąć go na wskroś. ,,Miłujesz mię?" Naprawdę Mnie miłujesz? Czy jesteś tego pewny?

Z tego płynie nauka dla nas. Bracia i Siostry, Pan Jezus nie żąda ani nie oczekuje od nas wielkiej wiedzy o Nim ani uczoności, gdy chodzi o nasz stosunek do Niego, ani wielkich bogactw, ani piękności, ani wysokiej pozycji społecznej. Nie! Tego Pan Jezus od nas nie oczekuje. Pan Jezus żąda od nas tego, co każdy z nas posiada, co może Mu dać każdy z nas, do czego wszyscy jesteśmy zdolni: chce naszego serca. Pan Jezus pragnie miłości, serca; a to może Mu dać każdy z nas, bo przecież wszyscy mamy serca, a te serca mogą miłować. Dlatego wyciąga swoją rękę po nasze serca. I od Piotra tego serca oczekuje, chciałby je pozyskać i dlatego pyta po trzykroć: "Miłujesz mię?" A czego Pan Jezus może żądać od nas? Odpowiem krótko: gorących, miłujących serc.

Czy przypominacie sobie historię o dwóch uczniach, którzy w dzień zmartwychwstania Pana szli zatroskani z Jerozolimy do Emaus? Gdy w drodze spotkali Pana, serca ich zapałały. Tego właśnie chce Jezus: pałających serc. Bo serca mogą pałać miłością, mogą się miłością rozgrzać i każdy z nas takie serce może mieć i oddać Panu. Dlatego ta rozmowa z Piotrem i to dziwne pytanie trzykrotne: "Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mię?" To był egzamin. To był trudny egzamin. Piotr może nawet się nie spostrzegł, że był egzaminowany i że koniecznie trzeba ten egzamin zdać. Czy zdał go? Wiemy, że różnie na egzaminie bywa. O tym wiedzą zwłaszcza młodzi. Raz się powiedzie, innym razem nie. O apostole Piotrze możemy powiedzieć, że egzamin zdał pomyślnie.

Pozytywny wynik tego egzaminu widzimy w następnej scenie. Jakże inaczej zachowuje się Piotr teraz niż dawniej. Jedną z charakterystycznych cech Piotra było, że był pewny siebie, zadufany w sobie, że zawsze dowierzał sobie. Można by o nim nawet powiedzieć, że był dumny, a może nawet zarozumiały. Popatrzcie teraz na niego! Co za różnica! Nie widać śladu tej pewności i zarozumiałości, jakie go cechowały: Apostoł Piotr to inny już człowiek.

Zmienił się. Teraz już nie powiada, że miłuje więcej niż drudzy, niż inni uczniowie. Tego tu nie ma, jest tylko proste: miłuję. "Panie, (...) Ty wiesz, że cię miłuję". A kiedy Pan Jezus po raz trzeci stawia mu to pytanie, wtedy zasmucony, bezradny, pokorny i skromny rozkłada swoje ręce i cały oddaje się w ręce Pana, jakby chciał powiedzieć: Panie, ty widzisz moje serce, jest słabe, ale miłujące. Ty sam je zbadaj i osądź. Od Piotra odeszła pycha, stał się mały, bliski nam i ludzki - "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że cię miłuję"... W sercu apostoła Piotra znalazło się miejsce dla Chrystusa. I tak to pozostało po dzień dzisiejszy. Jeżeli w naszym sercu nie ma nic innego jak tylko "ja" i jeszcze raz "ja", to gdzież w takim sercu może być miejsce dla Chrystusa? Im człowiek staje się mniejszy, im więcej z siebie samego wyrzucić potrafi, tym więcej miejsca dla Chrystusa. Człowiek Boży, człowiek Chrystusowy rośnie w nas w miarę tego, jak ubywa naturalnego cielesnego człowieka.

Ten nowy Piotr staje się sympatyczny, bliski nam, chwyta nas za serce. To była jego wielka godzina, jakby nowe narodzenie. To porównanie nasuwa nam nazwa niedzieli dzisiejszej. Brzmi ona: Quasimodogeniti, to jest: jak gdyby na nowo narodzeni. Co to znaczy? Znaczy to, że ci uczniowie, którzy po Wielkim Piątku przeżyli Wielkanoc, to znaczy spotkali się ze Zmartwychwstałym i zaczęli z Nim obcować w inny sposób na nowo, stali się jak gdyby nowymi ludźmi. Piotr przegrał w Wielki Piątek, teraz zwyciężył, gdyż stał się człowiekiem wielkanocnym. To był ten egzamin, który apostoł Piotr zdał pomyślnie, swego rodzaju egzamin dojrzałości, jaki się zdaje, gdy się kończy szkołę średnią. Egzamin dojrzałości świadczy, że człowiek dojrzewa do pełnienia samodzielnych zadań. Otóż taki egzamin dojrzałości zdał Piotr z powodzeniem. Dopiero takiemu dojrzałemu Piotrowi mógł Pan Jezus powierzyć nowe zadanie, które w naszej Ewangelii zostało sformułowane w słowach: "Paś owieczki moje".

Pan Jezus uznał Piotra za zdolnego i godnego do wykonywania tego nowego zadania. Do tego była potrzebna próba jego serca i ten egzamin.

Bracia i Siostry, z takim egzaminem i z taką próbą serca może mieć do czynienia w życiu każdy z nas. Nieraz nawet nie spostrzegamy się i nie wiemy, kiedy Pan Jezus nas wystawia na próbę i kiedy zdajemy egzamin. Chwile próby przychodzą na każdego z nas, próby naszego chrześcijaństwa, próby naszej wiary. Łatwo bowiem powiedzieć w kościele, gdy się bierze udział w nabożeństwie: jestem uczniem Jezusa Chrystusa, znam Go i wiem, w kogo uwierzyłem. Lecz czy tak łatwo wypowiedzieć to w innych okolicznościach życia? Gdy to złączone być może z trudnościami, gdy za to przyznanie się do Chrystusa trzeba będzie może zapłacić znaczną cenę? Egzamin dojrzałości chrześcijańskiej wcale nie jest łatwy. Pan Jezus zwrócił na to apostołowi Piotrowi uwagę w słowach: ,;Gdyś był młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. A to powiedział, dając znać, jaką śmiercią uwielbi Boga".

Apostoł Piotr zdał ten egzamin. W kilka tygodni później, w dzień wylania Ducha Świętego, stanął odważnie przed tłumem w Jerozolimie i złożył świadectwo; że Jezus jest Panem i obiecanym Chrystusem. Tak to wyraził w przemówieniu swoim, które było pierwszym kazaniem chrześcijańskim, jakie w ogóle zostało wygłoszone na świecie. - To jest ten właśnie - powiedział Żydom - którego wyście ukrzyżowali. Kazanie to zapoczątkowało dzieje Kościoła na ziemi i legło jako fundament chrześcijaństwa. To już nie ten sam Piotr z dziedzińca arcykapłana, to inny człowiek: Świadectwo Piotra zostało potwierdzone przez niego czynem. Tekst nasz czyni tu wzmiankę o śmierci apostoła Piotra. Na podstawie ścisłych, historycznych źródeł nie wiemy dokładnie, jaki był koniec Piotra, ale legenda sięgająca daleko w przeszłość głosi, że zginął w Rzymie śmiercią męczeńską w czasie prześladowań chrześcijan przez cesarza Nerona. Henryk Sienkiewicz w powieści "Quo vadis" opisuje wzruszająco tę śmierć: Widząc nadchodzące niebezpieczeństwo, chce Piotr w ostatniej chwili opuścić mury Rzymu, ucieka, aby ratować życie. Nagle na drodze, którą podąża, pojawia się jasna zjawa Chrystusa. Piotr. poznaje Go i zwraca się do Niego z pytaniem: - Quo vadis, Domine? Dokąd idziesz, Panie? A na to Chrystus: - Idę do Rzymu, skoro ty uciekasz, aby Mnie powtórnie ukrzyżowano. Na Piotrze miały zrobić te słowa wstrząsające wrażenie. Nie odezwał się, zawrócił do miasta i poniósł męczeńską śmierć na krzyżu. Nie czuł się jednak godny - głosi legenda - umierać w ten sam sposób, co Jezus, więc prosił swoich oprawców, aby go ukrzyżowali głową w dół. Tak się też stać miało. Słowa naszego tekstu jak gdyby zaznaczają tę śmierć Piotrową.

I oto cała historia o apostole Piotrze. W Wielki Piątek jego upadek, przegrana, klęska. Potem szczere łzy pokuty, a wreszcie Wielkanoc i nowe narodziny w dniu spotkania się ze zmartwychwstałym Panem nad jeziorem Genezaret. Quasimodogeniti - jakby na nowo narodzeni - tak brzmi nazwa niedzieli dzisiejszej.

Bracia i Siostry! Nie słuchajmy owej historii jedynie tak, jak się słucha o czymś, co dotyczy kogoś innego i co należy do przeszłości. Słuchajmy jej nie tak, jakby się ona rozegrała przed 1900 laty, lecz tak, jakby ta historia mogła się powtarzać od tego czasu niezliczone razy aż po dzień dzisiejszy i jakby się ona powtarzała dziś między nami. "Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mię?" Bracie i Siostro, ciebie i mnie pyta dziś Chrystus: Miłujesz mię? I nas czekają egzaminy w życiu, i my bywamy poddawani próbom serc, próbie wiary. Nie jeden raz, lecz wiele razy. Jak ten egzamin wypada u nas? Czy zawsze zdajemy go z wynikiem pomyślnym? Czy Chrystus mógłby nas uznać za dojrzałych chrześcijan, którzy są godni powierzenia im odpowiedzialnych zadań? I do składania świadectwa o Nim słowem i czynem w dzisiejszym świecie?

Nie szukajmy daleko konkretnych przykładów takich prób, szukajmy ich blisko, w najbliższym otoczeniu. "Paś owieczki moje"... Matko i Ojcze, jak wykonujecie to zadanie w stosunku do swoich dzieci? Czy pamiętacie o tym, żeby one za waszym pośrednictwem poznały zmartwychwstałego Pana i czy wychowujecie je na chwałę Bogu i jako owieczki Chrystusowego stada? A ileż innych, podobnych zadań można by wymienić, któreśmy powinni wykonać! Trzeba tylko otworzyć oczy i pomyśleć, jakie to zadania nasz Pan stawia przed nami w dzisiejsze święto, przed nami, którzy się przyznajemy do Jezusa Chrystusa za dni naszych! Życzę wam, aby w tym zborze było jak najwięcej pałających miłością do Zmartwychwstałego serc, aby te serca były wierne i stałe i żeby Zmartwychwstały zechciał obficie błogosławić wasze domy, rodziny, cały zbór i żebyśmy zawsze odczuwali radość ze społeczności, jaką mamy w Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Amen.

Szczytno 1973

Tekst kazania z postylli: Okruchy ze Stołu Pańskiego. Kazania. Zwiastun 1975

 

 


Wydrukuj stronę