Kazanie:

Ks. Jan Gross

Rok kościelny 2008 / 2009

1. NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM

28 grudnia 2008 r. w Zamarskach

Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i od Jezusa Chrystusa, Syna Ojca, niech będzie z wami w prawdzie i miłości. Amen. (2 J 3)

I - Łk 2,(22-24)25-35*

22 .Gdy minęły dni oczyszczenia ich według zakonu Mojżeszowego, przywiedli je do Jerozolimy, aby je stawić przed Panem, 23 .jak napisano w zakonie Pańskim, iż: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu, 24 .i aby złożyć ofiarę według tego, co powiedziano w zakonie Pańskim, parę synogarlic albo dwa gołąbki. 25 .A był wtedy w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon; człowiek ten był sprawiedliwy i bogobojny i oczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty był nad nim. 26 .Temu Duch Święty objawił, iż nie ujrzy śmierci, zanim by nie oglądał Chrystusa Pana. 27 .Przyszedł więc z natchnienia Ducha do świątyni, a gdy rodzice wnosili dziecię Jezus, by wypełnić przepisy zakonu co do niego, 28 .On wziął je na ręce swoje i wielbił Boga, mówiąc: 29 .Teraz puszczasz sługę swego, Panie, według słowa swego w pokoju, 30 .Gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje, 31 .Które przygotowałeś przed obliczem wszystkich ludów: 32 .Światłość, która oświeci pogan i chwałę ludu twego izraelskiego. 33 .A ojciec jego i matka dziwili się temu, co mówiono o nim. 34 .I błogosławił im Symeon i rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, 35 .i aby były ujawnione myśli wielu serc; także twoją własną duszę przeniknie miecz.

Drodzy bracia i siostry w Panu!

Gdy Jezus przyszedł na świat w judzkim Betlejemie, wówczas w Jerozolimie przy świątyni, dokąd po pewnym czasie udał się Józef z Marią i Dzieciątkiem, żył pewien stary człowiek imieniem Symeon. Starym ludziom grożą często pewne niebezpieczeństwa utraty nadziei, rezygnacji z oczekiwania. A życie bez nadziei, życie pełne rezygnacji już nie jest życiem. Bo człowiek powinien żyć nadzieją do końca. Właśnie takim człowiekiem, choć sędziwy, ale pełnym nadziei i oczekiwania był wspomniany Symeon. Dlatego dziś razem z nim i my chcemy spojrzeć z nadzieją na to co nas w najbliższym czasie czeka - chcemy z nadzieja spojrzeć w Nowy Rok Pański 2009. O Symeonie dzisiaj czytaliśmy w Ewangelii, że on "oczekiwał pociechy Izraela." Co to znaczy? Pan Bóg obiecał Izraelowi w niedoli, w smutku, w oczekiwaniu - prawdziwą pociechę, którą miał być Mesjasz. Dlatego przez proroka Izajasza Pan Bóg mówi: "Pocieszajcie, pocieszajcie lud mój." Na tę pociechę wraz z innymi oczekiwał Symeon. On oczekiwał Mesjasza, którym jest Chrystus Pan. Na Nim Symeon gruntował swoją nadzieję. On był nadzieją i oczekiwaniem Symeona. Dlatego jego życie było życiem pobożnym. Żył po Bożemu, jak Pan Bóg przykazał. Na Chrystusa powinien każdy człowiek oczekiwać. Bo On jest tym prawdziwym światłem, które oświeci każdą ludzką istotę, każdą ścieżkę życia, także wtedy, gdy nas spotykają przeróżne nawiedzenia i zawody życiowe. Symeon był pewien tego, że co Bóg obieca to i dotrzyma, nawet w późnej starości i sędziwości. Poprzez Słowo Boże, Boży Duch dał mu to przeświadczenie, tę pewność, że nie umrze, dopóki na własne oczy nie zobaczy Chrystusa, który jest prawdziwą pociechą dla Swego Ludu. Oczy Symeona w tym Dzieciątku przyniesionym do świątyni jerozolimskiej widziały coś więcej aniżeli tylko ludzkie oczy mogą zobaczyć. On widział to czego cielesne oczy zobaczyć nie mogą.

Słynny malarz Rembrandt jako swój ostatni obraz namalował to, co właśnie ta scena biblijna przedstawia. On przedstawia Symeona z szeroko otwartymi oczyma. A światło, w którym może do Dziecię zobaczyć bije jasnym promieniem z góry, od Ojca. Tak obrazowo przedstawił Rembrandt słowa dzisiejszej Ewangelii: "... a Duch Święty był nad nim." I tylko tak, a nie inaczej i my możemy oglądać Chrystusa. "Nie swoją mocą, ani siłą", ale w Duchu Świętym możemy zobaczyć Chrystusa takim jakim On jest w rzeczywistości.

Marcin Luter powiada, że w Jezusa Chrystusa nie można uwierzyć ani własnym rozumem, ani swoimi siłami, "ale, że mnie Duch Święty przez Ewangelię oświecił..." Tylko Duch Święty może to uczynić. Tylko Duch Święty może człowiekowi ukazać Chrystusa. Tylko ten kto spogląda w swoim oczekiwaniu na Boga, może spodziewać się zobaczenia na własne oczy "to co się stało i co im Pan objawił." Symeon oczekiwał na Pana w ten sposób, że całe swoje życie podporządkował swemu Panu. W Ewangelii Starego Roku Pan Jezus powie: "...wy bądźcie podobni do sług oczekujących Pana swego." Tu w dzisiejszej Ewangelii oglądamy Symeona jako sługę Bożego oczekującego z ufnością na Pana swego. I tylko o takim słudze można powiedzieć, że jest naprawdę pobożny. Dzisiejsza Ewangelia opisuje człowieka naprawdę pobożnego w następujących słowach: "Człowiek ten był sprawiedliwy i bogobojny, i oczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty był nad nim." Być naprawdę pobożnym to znaczy:

  • postępować sprawiedliwie, zgodnie z prawdą,
  • być bogobojnym, bać się Boga,
  • czynnie oczekiwać na Pana.

Symeon nie oczekiwał na Pana w nieróbstwie, nie był marzycielem. To oczekiwanie miało praktyczny wymiar. On opowiadał z radością o Bogu i nieraz przypominał sobie słowa psalmu 103: "Błogosław duszo moja Panu i wszystko co jest we mnie imieniu Jego świętemu."

Szczytem tej służby Symeona było to, że pod koniec swego życia mógł nie tylko zobaczyć, ale wziąć w swoje ręce Zbawiciela. To spowodowało jego wyznanie: "Teraz puszczasz sługę swego, Panie, według słowa swego w pokoju, gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich ludów." Nikt nie może z tego świata zejść w pokoju, kto tu na ziemi nie widział swego Zbawiciela i kto z Nim nie spotkał się na drogach swego życia. Oczy bowiem, które tu nie widziały Zbawiciela i z Nim się nie spotkały, nie mogą Go zobaczyć także i we wieczności. A spotkać Go można w środkach Jego łaski, którymi są Słowo Boże i Sakrament Święty. Tam dziś obecny jest Jezus. Tam się z Nim można spotkać i zobaczyć Go tak, jak widział Go Symeon. Symeon w swoim proroczym widzeniu zapowiada, że osoba Jezusa będzie dzielić ludzi. Już wtedy gdy te słowa zostały wypowiedziane, osoba Jezusa dzieliła ludzi. Mędrcy ze Wschodu przyszli, aby Mu oddać zbożną cześć, ale Herod chciał Go zniszczyć. I tak było nie tylko przez całe Jego ziemskie życie, ale tak jest po dzień dzisiejszy. Dla jednych Jezus jest kamieniem, choć odrzuconym przez budowniczych, to jednak kamieniem oparcia dla innych, jest dla wielu ludzi, którzy Go przyjęli podporą, dzięki której mogą się oprzeć i powstać, powstać z upadku, powstać z grzechu. Dzięki Niemu mogą życie rozpocząć od nowa, mogą rozpocząć nowe życie. Inni gorszą się osobą Jezusa i Jego nauką, odrzucają Go i odpadają, tracą swoją wieczność i zbawienie. Ich oczy nigdy nie zobaczą Zbawiciela i zbawienia. Jezus pozostawia nam możliwość wyboru. Tu potrzebna jest decyzja. On stał się " znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, i aby były ujawnione myśli wielu serc." Najdobitniej ten znak ujawnił się w krzyżu Golgoty. Tam została podzielona ludzkość i w tym znaku po dzień dzisiejszy się dzieli.

Drugie ważne proroctwo Symeona dotyczyło Matki Pana - Marii. Do trzymającej w swoich ramionach Dziecię Boże, Symeon wypowiada straszne słowa, które właśnie pod krzyżem się wypełniły: "także twoją własną duszę przeniknie miecz." Ten miecz boleści przeniknął duszę i serce Marii, gdy stała zrozpaczona pod krzyżem swego Syna. Na podstawie tych słów w średniowieczu w XIII wieku została napisana łacińska pieśń - wiersz p.t.: "Stabat Mater dolorosa" zawierający aż 20 zwrotek. W języku polskim brzmi on:

"Stała Matka boleściwa, obok krzyża ledwo żywa, gdy na krzyżu wisiał Syn.
Duszę Jej, co łez nie mieści, pełną smutku i boleści, przeszedł miecz dla naszych win. "

Do tego wiersza najwięksi kompozytorzy stworzyli melodie. Naliczyłem ich 20, a wśród nich dobrze nam znani: Antoni Dworzak, prawdopodobnie ewangelik - Józef Elsner, Josef Haydn, Giovanni da Palestrina, Krzysztof Penderecki, Gioacchino Rossini, Franz Schubert, Karol Szymanowski Giuseppe Verdi i Antonio Vivaldi.

Ile to odtąd było matek bolejących nad swoimi synami i córkami czy to z powodu nieposłuszeństwa, czy też stojących nad grobami swoich dzieci, ale jedna była Matka Syna Bożego, gdy musiała patrzeć na śmierć swojego Syna umierającego nie za swoje grzechy, ale grzechy całego świata. Jakiż straszny miecz boleści musiał przenikać jej duszę. Stało się to dlatego, że dla ludzi stał się On znakiem sprzeciwu, ludzie Go nie przyjęli, nie mieli dla Niego czasu i miejsca. Niech to będzie dla nas znakiem ostrzeżenia i powodem do upamiętania. AMEN.

(Ks. Jan Gross)

 

Wydrukuj stronę