Kazanie:

 

Ks.dr Andrzej Wantuła

 

3. niedziela po Wielkanocy (Jubilate)

RADUJCIE SIĘ

Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się.

(Do Filipian 4, 4 )

 

ZGODZICIE się zapewne ze mną, że jest to raczej zadziwiające wezwanie. Radujcie się! Słowo Boże zawiera wiele wezwań, ale mają one przeważnie charakter napomnień. Tu zaś rozlega się dziś wezwanie do radości. Czy trzeba do niej wzywać? Wydaje się, że wszystko, co żyje, skłania się do tego uczucia. Zauważamy je nawet w przyrodzie. Lekki powiew wiatru porusza liśćmi na drzewach i robi to wrażenie, jakby się chciał bawić nimi i cieszyć. Wróbelki na podwórzu bywają niekiedy wyraźnie rozochocone i radują się. Gdy się dobrze przyjrzymy, zauważymy, że w przyrodzie istnieje powszechny pęd do radości. Cechuje on zwłaszcza dzieci. Czymże by było dzieciństwo bez radości! Dzieci, u których nie ma tego naturalnego pędu, które nie ujawniają go w figlach i śmiechu, niepokoją nas. Zachodzi obawa, że są niezdrowe. Kaznodzieja Salomona zaś mówi do młodych: "Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości" (11, 9). Ta dążność do radości nie opuszcza i nas, starszych. Oczywiście starsi mają inne powody do radości niż dzieci i młodzież, lecz dążność do niej jest powszechna. Czy trzeba więc do niej wzywać? - pytamy.

Tak. Słowo Boże nawołuje do radości. I Kościół do niej wzywa. Kościół ustanowił nawet osobną niedzielę, która to wezwanie co roku przypomina, i nazwał ją "Jubilate", to znaczy: radujcie się, weselcie się! Musi w tym wezwaniu być coś szczególnego, jeżeli je zarówno apostoł, jak i Kościół co roku powtarzają. Przyjrzyjmy się mu tedy bliżej, aby zobaczyć, co nam ono ma do powiedzenia i jakie prawdy chce nam Bóg w przeczytanym Słowie przekazać. "Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się".

Najpierw kilka słów o samej radości. Czy mamy do niej prawo? Tak, niewątpliwie. Trzeba to na wstępie powiedzieć wyraźnie, bo wiemy, że niektórzy tego prawa nie chcą uznać. Razi ich każdy uśmiech, boli i niecierpliwi śmiech. Powiadają, że to pustota, która nie pasuje do powagi życia. Są to zgorzknialcy, których skwasiło życie lub też z powodu ciężkich przeżyć i zawodów pozbawiło zdolności do radości. Bo i tak być może. Chcieliby oni, żeby ludzie chodzili z zasępioną i ponurą twarzą i miną, którą nazywamy grobową. Czy mają prawo tego od bliźnich żądać? Stanowczo nie! Człowiek bowiem ma przyrodzone prawo do radości, którego drugim nie wolno nas pozbawiać. Ludzie zdrowi mają prawo do radości życia. Wszyscy: dzieci i młodzi, ludzie w kwiecie wieku, a również starzy. Oczywiście, trzeba uszanować okoliczności i okazywać uczucia radości we właściwym czasie i na odpowiednim miejscu, trzeba uszanować powagę chwili i miejsca, lecz trzeba też uszanować prawo człowieka do radości.

Czytałem kiedyś, że pierwszy superintendent śląsko-morawski Bartelmus miał powiedzieć, iż dwóch rzeczy nikt u niego nie widział: nikt nie widział go jedzącego i nikt nie widział go śmiejącego się. Może się nam to wydać dziwaczne, jednak w jego przypadku może to być zrozumiałe. Żył i pracował w Cieszynie pod koniec okresu prześladowań religijnych, a więc pod koniec XVIII wieku. Jego życie i praca przypadły na czasy gęstego mroku, w jakim są zawsze pogrążeni prześladowani za wiarę. To wywarło na niego taki wpływ, że stał się niezdolny do śmiechu, zapomniał po prostu śmiać się. Był to dzielny człowiek i szanujemy jego chłodną powagę, lecz mimo to nie możemy powiedzieć, aby w tym względzie był wzorem do naśladowania.

Nie! Nie usuwajmy z życia radości, nie wyganiajmy uśmiechów i wesela, nie zabijajmy radości życia! Każdy wiek niech ma swoje radości, niech mają swoje uciechy dzieci, niech cieszy się okres młodzieńczy swoimi radościami, cieszmy się wszyscy radościami tego wieku, jakie są dla niego właściwe. Nie żądajmy, aby drudzy cieszyli się radościami wyłącznie naszymi. Dzieci i młodzi, gdy dorosną, porzucą radości dziecięce i młodzieńcze i będą przeżywały inne. Apostoł Paweł też powiedział o sobie: "Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce" (I Kor. 13, 11). Tych różnych odmian radości uczy nas wszystkich sam Bóg, gdy nas z upływem lat obciąża brzemionami i doświadczeniami, odpowiedzialnymi obowiązkami i zadaniami, gdy nas obciąża krzyżem. Bywają czasy, kiedy nam wszystkim odchodzi ochota do śmiechu i pustej radości. Święty Franciszek z Asyżu powiedział raz, że w kim nie ma radości, w tym nie ma też materiału na świętego. Niech więc będzie radość w życiu! "Radujcie się!" - nawołuje apostoł. Rzecz w tym, jakie są jej źródła.

To nas prowadzi do drugiej części naszego rozmyślania. O to właśnie chodzi: co jest przedmiotem radości. Innymi słowy: z czego się cieszymy? Z czego płyną nasze radości?

Widzicie, tu zachodzą między ludźmi głębokie różnice. Radość może oznaczać odmienne rzeczy. Co dla jednego jest radością, dla drugiego może być - wybaczcie ostre słowo - obrzydliwością. Są różne jej stopnie i oceny. Są radości niższe i wyższe, całkiem niskie i bardzo wysokie. Może ona wypływać z różnych źródeł. Są czyste źródła radości, ale są też brudne i zatrute. Jest z nią jak z wodą: możesz jej zaczerpnąć z czystego źródła, ale możesz też nabrać jej z przydrożnej kałuży. Przy drodze do Istebnej, zaraz za Kubalonką, jest źródło, które zawiera nie tylko czystą wodę, lecz wodę, która posiada właściwości lecznicze. Tak przynajmniej mówią ci, co ją wypróbowali. Z wody takiej przybywa ci zdrowia. Są też jednak wody nieczyste i niezdrowe, brudne, a nawet zatrute. Gdy się napijesz takiej wody, możesz nabawić się choroby. To jest dla nas wszystkich oczywiste.

I teraz chodzi o pytania: z jakiego źródła płyną nasze radości, skąd je czerpiemy, co uważamy za radość i jakim się oddajemy? Odpowiedź nie jest prosta i zapewne nie we wszystkim, co się jej tyczy, będziemy jednomyślni. Nie możemy tu wymieniać . różnych odpowiedzi i zdań na ten temat. Najważniejszą rzeczą jest to, abyśmy dojrzeli sedno sprawy i zastanowili się nad nią. Na podstawie obserwacji możemy chyba powiedzieć, że na ogół sprawa ta przedstawia się nie najlepiej. Niejedno na pewno jest tu do wyjaśnienia i poprawy. Przede wszystkim nasuwa się myśl, że co się tyczy wyboru źródeł radości, jesteśmy zbyt często niewybredni. Zbyt łatwo godzimy się na to, co jest, nie odczuwamy brzydoty wielu rzeczy. Wyrażamy milcząco zgodę na przysłowie, które mówi: Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać, jak i one. Czy to prawda? Czy naprawdę musisz? A może właśnie nie tylko nie musisz, ale nie powinieneś! Cóż z tego, że jeśli nie będziesz krakał, jakiś głupiec drwiąco się uśmiechnie! Co ci to może szkodzić? Nie potrafisz samodzielnie myśleć? Oto. przykład.

Są ludzie, którzy mają nieczyste serca i wargi. Lubują się w tłustych anegdotach, sprośnych opowiadaniach, jak się to mówi: w kawałach. Ich słowa wywołują wybuchy śmiechu i wesołości. Licha, pośledniego gatunku to radość. Jakie to niewybredne, niskie, pospolite. A ten, co opowiada, w dodatku chce uchodzić nieomal za bohatera. Nikt przy tym nie baczy, że słuchają tego dzieci, że ich uszy i serca zostają splamione. Ma to miejsce zwłaszcza na weselach. Czy trzeba jeszcze więcej powiedzieć? Owszem, jeszcze to, co powiedział Pan Jezus: "Niepodobna, by zgorszenia nie przyszły, lecz biada temu, przez którego przychodzą. Lepiej by było dla niego, gdyby kamień młyński zawisł na szyi jego, a jego wrzucono do morza, niż żeby zgorszył jednego z tych maluczkich" (Łuk. 17,1-2). Zachodzi obawa, że jesienią, gdy dużo wesel, kamieniarze w pewnych miejscowościach nie nastarczyliby robić kamieni młyńskich... Czy naprawdę nie ma innych tematów do rozmów przy stołach weselnych? Zmieniając nieco znane porzekadło, można by powiedzieć: Powiedz, co jest twoją radością, a powiem ci, kim jesteś! I pamiętajmy o kamieniach młyńskich!

Bracia i Siostry, są na szczęście inne źródła radości. I wy je znacie, i z nich czerpiecie. Czy mam je wymienić? Nie potrafiłbym przytoczyć wszystkich. Dla przykładu - pożyteczna rodzinna lub sąsiedzka rozmowa, dobra książka, gra na instrumencie, dobra pogadanka radiowa, przechadzka, oddawanie się w wolnych chwilach jakiemuś ulubionemu zajęciu, odwiedzanie tych, co nas potrzebują, chorych i samotnych, i tak dalej bez końca. To są czyste źródła radości, z których płynie duchowe zdrowie i zadowolenie, pokój.

Rzecz zrozumiała, że nie możemy się tu do tego ograniczyć. Trzeba więc zwrócić uwagę na to, o czym mówi Biblia. Jest zaskakującą rzeczą, jak dużo jest w Piśmie świętym mowy o radości i weseleniu się. Jest taka książka, którą nazywamy konkordancją. Zawiera ona ułożone w porządku alfabetycznym wszystkie słowa występujące na kartach Biblii. W związku z naszym dzisiejszym tekstem odszukałem w konkordancji wyrazy "radość" i "radować się". W ten sposób stwierdziłem łatwo, że Biblia mówi na wielu miejscach, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, o radości. Nie mogę ich przytaczać, bo zajęłoby to zbyt dużo czasu, mogę tylko zapewnić, że Pismo święte zajmuje się tematem, który jest dziś przedmiotem naszego zainteresowania i na wielu miejscach nawołuje do radości i wskazuje jej źródła.

Ograniczę się znowu do jednego przykładu. W Psalmie 122 czytamy: "Uradowałem się, gdy mi powiedziano: do domu Pana pójdziemy". Tak wyznawał psalmista, bo w pójściu do domu Pańskiego upatrywał źródło radości. Czy i my znamy to źródło? Wiem, że są tacy, którzy je znają i za przykładem psalmisty czerpią z niego. Są tacy, co korzystają z niego każdej niedzieli, bo nie umieją sobie wyobrazić niedzieli bez pójścia do kościoła. Źródło to dostarcza im nie tylko radości, lecz nadaje ich życiu głębszego sensu. Uciechy świata mają to do siebie, że nas zazwyczaj pozostawiają głodnymi, z uczuciem wewnętrznej pustki, natomiast radości czerpane z czystych źródeł nasycają nas i posilają.

Bracia i Siostry, nie powiedzieliśmy jeszcze najważniejszej rzeczy, która jest zawarta w naszym tekście. Wzywa bowiem nas on nie tylko do samej radości, lecz do radości w Panu. "Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się". Słowa te wskazują nam najczystsze i najobfitsze źródło radości. Jest ono w naszym Panu, a więc w Jezusie. Zapytacie może, czy aby Jezus pasuje do radości? Czy sprawę, którą On reprezentował, można istotnie łączyć z radością? Niejeden nawet pomyśli, że Jezus może go pozbawić radości.

Byłoby to błędne mniemanie. Ale musimy dojść do porozumienia. To prawda, że obcowanie z Jezusem pozbawia niejednej rzeczy, nigdy jednak nie odbiera ono tego, co wartościowe i czyste. Jego obecność uświęca nawet zwykłe powszednie rzeczy. Przez swą obecność na weselu w Kanie Galilejskiej, które odbywało się przecież z zachowaniem ówczesnych zwyczajów, uświęcił je i nadał im szczególnego blasku. Czytamy, że tam "objawił chwałę swoją" (Jana 2,11). Obecność Jezusa uświęca wszystko, nawet to, co potoczne i zwykłe. Ona uświęca też radości, to jest - czyni je czystymi i uszlachetnia je. Jezus istotnie pozbawia niejednego, ale tylko tego, co jest brudne, złe, niskie, niegodne człowieka, nieczyste, grzeszne, puste, i płoche. Czy tego ci żal? Czemuż miałbyś chodzić w splamionych łachmanach, jeśli możesz przywdziać białą szatę! Czemuż miałbyś żałować wód zaczerpniętych z kałuż tego świata, skoro ci są dostępne kryniczne zdroje! Czemuż twe usta i język miałyby być brudne, jeżeli mogą być czyste! Czemuż miałbyś być duchowo chory, jeżeli możesz być zdrowy! Nie obawiaj się! Jezus nie pozbawi cię niczego, co wartościowe, czego mógłbyś żałować, przeciwnie, On doda blasku twojemu życiu, przemieni je i ubogaci. Czy może myślisz, że tylko to, co brudne, niskie, a nawet ordynarne, daje radość? Że woda z kałuży lepiej smakuje niż woda ze źródła? Czy prawdziwa radość rodzi się jedynie z naszej cielesności, złych skłonności, z nałogów i namiętności? Biedni, którzy myślą, że jedynie na gnojowisku świata mogą się rozwijać kwiaty i radości i że tylko te, które na nim wyrosną, mogą umilić i upiększyć życie.

Czy wiecie, jaka jest różnica między radościami rodzącymi się na glebie tego świata, a tymi, którymi darzy Jezus? Różnica jest prosta: radości świata prędzej czy później zamieniają się w smutek, natomiast radości, które daje Pan, są trwałe. Ileż to już krót kotrwałych radości zaprowadziło do smutku, a ileż to smutków zamieniło się w radość w Panu! Jest tak: są radości,. które prowadzą do smutku, ale jest smutek, który w Panu prowadzi do radości. W Jezusie Chrystusie, naszym Panu, wszystko może się stać radością, nawet smutek i łzy. Tymczasem z radościami, którymi darzy świat, jest odwrotnie. Jest życie, które prowadzi do choroby i śmierci, ale jest też śmierć, która prowadzi do życia. Zależy to od tego, czy się to dzieje w Panu. Tam bowiem, gdzie Pan, jest radość i życie. Nasze chrześcijaństwo nie powinno być zasępione i ponure. Takiemu chrześcijaństwu brak elementu zasadniczego - radości, jaką daje obcowanie z Chrystusem, a nadto jest ono odstraszające. Być z Chrystusem, to przecież wesele i radość.

Do czego więc, kaznodziejskim zwyczajem, mam was dziś wezwać? Kierujmy tam swoje myśli, dokąd wskazuje apostoł Paweł. Jubilate! Radujcie się w Panu zawsze, bo On jest obfitym źródłem prawdziwej radości. Amen.

Wisła 1953

Tekst kazania z postylli: Okruchy ze Stołu Pańskiego. Kazania. Zwiastun 1975

 

 


Wydrukuj stronę