Kazanie:

 

Ks. Jan Gross

17. NIEDZIELA PO TRÓJCY ŚWIĘTEJ

VI. Tekst biblijny: Ef 4,1-6

 

Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze:
Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości,
starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju:
Jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania;
jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

 

Drodzy bracia i siostry w Panu Jezusie Chrystusie!

Apostoł Paweł, który te słowa dzisiejszego tekstu napisał do zboru chrześcijańskiego w Efezie, na innym miejscu, w następnym rozdziale, porównuje małżeństwo, którym jest mąż i żona, do innej społeczności, którą jest Kościół i Chrystus. Mówi on: "Jak Chrystus umiłował Kościół, tak mężowie powinni miłować żony swoje." To jest pewne idealne porównanie. Chrystus to oblubieniec, a Kościół to oblubienica. Stosunki jakie panują pomiędzy Chrystusem a Kościołem powinny być odbiciem w małżeństwie. Ale to nie zawsze jest możliwe pośród nas, ludzi tej ziemi. Tu chodzi bowiem o to co najtrudniejsze: o zachowanie jedności, jednomyślności, "znoszenie jedni drugich w miłości", chodzi o zachowanie pokoju pomiędzy sobą. Czy to jest zawsze naszym udziałem? Czy zawsze w małżeństwie panuje jednomyślność i jedność? Ci, którzy żyją w małżeństwie wiedzą dobrze jak to nieraz trudno przychodzi. Nieraz tyle niepokoju, niezgody, braku jedności i przebaczenia. Nieraz nawet zamiast miłości kwitnie nienawiść.

Kiedyś w duszpasterstwie internetowym napisała do mnie dziewczyna, która żaliła się, że nie może już dłużej znieść niezgody, kłótni i nienawiści panującej pomiędzy jej rodzicami. Jest to niewątpliwie bolesne. Jaki przykład dają tacy rodzice swoim dzieciom?

Kto zna historię Kościoła, a powinien ją znać każdy kto był konfirmowany lub chodzi do szkoły średniej, ten wie, że podobnie, zupełnie podobnie jest z Kościołem. Apostoł Paweł chciał go widzieć zupełnie czystym, bez najmniejszej skazy. Dlatego w dzisiejszym tekście i na innych miejscach Pisma Świętego pokazana jest nam idealna wizja Kościoła. Jakim on ma być? Kosciól to my, to ludzie, my wszyscy. Kościół to nie mury, to nie świątynie, ale to żywy organizm, którym jest każdy kto jest ochrzczony i wierzy w Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela, kto wierzy w Boga w Trójcy Świętej jedynego.

Aby Kosciól mógł zachować taki idealny stan, w jakim go Pan Kościoła chciałby mieć, dlatego Apostoł dziś tych, którzy są Kościołem napomina jak dobry Pasterz swe owce:

"Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze:
Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju"

To nie tylko Apostoł Paweł napominał swych współwyznawców, ale to uczynił Zbawiciel, założyciel i Głowa Swego Kościoła Jezus Chrystus, gdy przed Swoją męką w arcykapłańskiej modlitwie prosił gorliwie Swego Ojca:

"Ojcze! Spraw, aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Tyś mnie posłał." My wiemy właśnie z historii Kościoła, że tak się nie stało. Już w pierwszych wiekach panowało rozerwanie pomiędzy poszczególnymi chrześcijanami. Jedni byli Pawłowi, drodzy Kefasowi, inni Apollosowymi zwolennikami, a kto był Chrystusowy? Z czasem, z upływem wieków te podziały się pogłębiały. W roku 1054 obie części Kościoła, a więc część zachodnia i wschodnia rzuciły na siebie wzajemne klątwy i tak nastąpiła wielka schizma, która trwa po dzień dzisiejszy. A potem za 450 lat nastały czasy wielkiej reformacji począwszy od roku 1517. Kościół Zachodni znowu się podzielił. Marcin Luter, który stanął na czele tych, którzy pragnęli odnowy Kościoła "w głowie i członkach" nigdy nie pragnął wystąpić z Kościoła i dokonać jego podziału. O tym świadczą jego pisma i wypowiedzi. Ale skoro został przez najwyższy autorytet tego Kościoła wyklęty i odsunięty, musiał wraz z tymi, których ta klątwa obejmowała, zorganizować nowe zręby Kościoła, z którego usunął tylko to, co nie zgadza się z Pismem Świętym.

A potem nastały następne podziały skutkiem, których powstały Kościoły reformowane, anglikański, baptystyczny, aż wreszcie po I Soborze Watykańskim w roku 1870 jako protest przeciwko dogmatowi o nieomylności papieża wyłonił się Kościół Starokatolicki i jemu pochodne.

Dopiero w XX wieku powstał ruch ekumeniczny wyrosły na misjach. Jakże mieli nawróceni poganie uwierzyć w Chrystusa, skoro misjonarze różnych wyznań zapraszali do siebie, do swego Kościoła. A gdzie był Chrystus? Jakże świat mógł uwierzyć, że to Jego Bóg posłał na świat, skoro Jego ciało, którym jest Kościół jest tak strasznie podzielone? Z misji powstał ruch ekumeniczny.

Pamiętam, gdy byłem jeszcze wikariuszem w Cieszynie, przyjechał w odwiedziny do ks. dr. Alfreda Jaguckiego pewien brat zielonoświątkowiec z Bieszczad, który opowiadał, że jest tam ciężka praca przez cały tydzień, ale najgorsza jest niedziela. Nie wiadomo bowiem dokąd pójść, w każdym domu jest nabożeństwo i wszyscy do siebie zapraszają. Dokąd pójść?

Dlatego to napomnienie apostolskie:

"Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości,
starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju:
Jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich
"

jest w dalszym ciągu na czasie. Ruch ekumeniczny jest na czasie. Modlitwa o jedność i tygodnie modlitwy o jedność chrześcijan, które odbywają się już od 100 lat, są na czasie.

Już dwukrotnie obecny niemiecki papież Benedykt XVI, także jeszcze jako kardynał Josef Razinger poprzez jego deklarację "Dominus Jesus" stwierdził, że tylko jest jeden Kościół, to jest rzymsko-katolicki i może i prawosławny, a reszta to "wspólnoty eklezjalne", bo tylko te Kościoły mają prawdziwą nieprzerwaną sukcesję apostolską. Może tak jest w rozumieniu katolickim, ale w rozumieniu luterańskim i nasze Kościoły posiadają prawdziwą sukcesję apostolską, nie tylko sukcesję nakładania rąk podczas konsekracji biskupiej, czy też ordynacji księży i diakonów, ale sukcesję wiary apostolskiej. Wierzymy tak jak wierzyli apostołowie. Bogu dzięki, że ten głos wyrażony w deklaracji "Dominus Jesus" nie dotarł na "doły". Na "dolach" w parafiach ludzie się spotykają, nieraz wzajemnie się modlą, a nawet wspólnie przystępują do Komunii Świętej, gdy w niektórych ewangelickich Kościołach, także w naszym Kraju i na Śląsku sprawowana jest w czasie ślubów i pogrzebów. Wtedy chrześcijanie czują się jedno. Nic bowiem tak nie łączy, jak jeden stół, przede wszystkim Stół Pański. Apostoł mówi dzisiaj do nas o tym co najistotniejsze w chrześcijaństwie: "Jedno ciało i jeden Duch (...) jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich." Przecież my w naszym Kraju, Kościoły Polskiej Rady Ekumenicznej, oprócz Kościoła Baptystów, oraz Kościoły katolickie, a więc rzymsko-katolicki i greckokatolicki lub bizantyjski, podpisały w roku 2000 wspólną deklaracje o "jednym" wspólnym, chrzcie. Mamy też jednego Pana i Zbawiciela, w którym jest nasze zbawienie. Mamy jednego Boga i Ojca, który działa przez Ducha Świętego. Mamy jedną wiarę, bo wszystkie te Kościoły w trzech starokościelnych wyznaniach wiary, a wiec: apostolskim, nicejsko - konstantynopolitańskim i atanazjańskim, wyznajemy naszą wiarę. Do widzialnej jedności jest jeszcze długa i trudna droga, ale zaczątki jedności niewidzialnej możemy już praktykować i przeżywać.

Oczywiście, gdy mówimy o jedności Kościoła na podstawie dzisiejszego tekstu biblijnego, to myślimy nie tylko o tej jedności pomiędzy Kościołami, ale myślimy o jedności w tej samej rodzinie, tzn. w tym samym Kościele. Jakże my się nieraz różnimy i wzajemnie nie zgadzamy w wielu sprawach? Czy mamy się wtedy rozejść? Tworzyć nowe "wspólnoty eklezjalne" czy Kościoły? Absolutnie! Księgi Wyznaniowe naszego Kościoła uważają, że do prawdziwej jedności nie jest konieczne, aby wszystko było takie samo, aby wszędzie były jednakowe stroje liturgiczne, taka sama ilość świec na ołtarzu i wiele, wiele innych spraw. Do prawdziwej jedności jest koniecznie potrzebna zgoda w nauczaniu Ewangelii, oraz w sprawowaniu i udzielaniu Sakramentów Świętych. Do jedności Kościoła potrzebna jest więc wspólna nauka i wspólne zrozumienie Słowa Bożego, tak jak je rozumieją księgi symboliczne luteranizmu i wspólne, godne sprawowanie Sakramentów Świętych. Czy w tym jesteśmy naprawdę jedno? Czy nawet gdy nie jesteśmy we wszystkim jedno potrafimy, jak dziś mówi Apostoł Paweł: "postępować, jak przystoi na powołanie nasze?" A mianowicie:

"Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości?" I czy staramy się ponad wszystko "zachować jedność Ducha w spójni pokoju" w naszym zborze i w naszym Kościele, pomiędzy poszczególnymi rodzinami i w swojej własnej rodzinie, nawet wtedy, gdy coś się nam niepodoba, lub z czegoś nie jesteśmy zadowoleni? Jeśli to będziemy mieli uporządkowane u siebie, w swoim domu i w swoim zborze, w swojej parafii i w swoim Kościele, wtedy łatwiej nam przyjdzie spełniać tę arcykapłańską modlitwę Pana Jezusa w całym Kościele.

Siostry i bracia! To są te ważne zadania, które Apostoł daje nam do przemyślenia i do wykonania na nowy tydzień, który jest przed nami! AMEN!

(Ks. Jan Gross)

(Bładnice, dnia 14.09.2008 r. )

 


Wydrukuj stronę