Kazanie:

Ks. Franciszek Czudek

Kazanie na I Święto Zesłania Ducha Świętego oraz uroczystości Konfirmacyjnej w Olsztynie. (23.05.2010)

 Tekst kazania: Dz. 2, 1-8.

1.A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu.
2.I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli.
3.I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich.
4.I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał.
5.A przebywali w Jerozolimie Żydzi, mężowie nabożni, spośród wszystkich ludów, jakie są pod niebem;
6.Gdy więc powstał ten szum, zgromadził się tłum i zatrwożył się, bo każdy słyszał ich mówiących w swoim języku.
7.I zdumieli się, i dziwili, mówiąc: Czyż oto wszyscy ci, którzy mówią, nie są Galilejczykami?
8.Jakże więc to jest, że słyszymy, każdy z nas, swój własny język, w którym urodziliśmy się?

 Ciebie Boże prosimy, obdarz i nas Duchem Twoim Świętym, abyśmy Słowo Twoje właściwie zrozumieli i nim się nieustannie wzmacniali. Amen

 Najprzewielebniejszy Księże Biskupie, Przewielebny księże Tadeuszu, drogi młody współbracie przygotowujący się do Służby Pańskiej, drodzy konfirmanci, Szanowne rodziny konfirmantów, rodzice, rodzice chrzestni, Czcigodni członkowie Rady Parafialnej, drogie Siostry i Bracia w Chrystusie, uczestnicy tego dzisiejszego, jakże uroczystego nabożeństwa.

Pragnę gorąco i serdecznie podziękować NPW ks. Biskupowi Rudolfowi Bażanowskiemu za kolejne zaproszenie mnie do zwiastowania Słowa Bożego w tym dzisiejszym, tak bardzo uroczystym nabożeństwie. Tą wielką radość przeżywałem już też przed dwoma laty, kiedy również zostałem zaproszony do zwiastowania Słowa Bożego, a wśród dwójki konfirmantów był nasz pierwszy wnuczek Łukasz. I dzisiaj również tak jak i wtedy, ta radość jest nam dana, bo przeżywać możemy to wielkie święto całego Kościoła Chrystusowego - Święto Zesłania Ducha Świętego które łączy się z tą budującą, piękną uroczystością konfirmacyjną tych czworga młodych konfirmantów, wśród których, obok Adrianny, Magdy i Filipa jest też drugi nasz wnuczek Mateusz.

Dlatego, gorąco Bogu dziękując za tą udzieloną nam wszystkim łaskę, proszę Go, aby Duch Święty, którego wylał na swoich apostołów zstąpił też i na naszych konfirmantów i wszystkich nas tutaj obecnych, i dał nam właściwe zrozumienie zwiastowanego Słowa Bożego.

Drodzy konfirmanci - Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie. Ze Słowa Bożego, które, jak wiemy, jest jedynym fundamentem naszej Ewangelickiej wiary - oraz dzięki działaniu Ducha Świętego i nauczaniu Kościoła poznaliśmy, że całe dzieło zbawienia dokonane przez Jezusa Chrystusa określone jest Jego przyjściem na świat, - wcieleniem się Boga w człowieka, - obwieszczeniem jedynie zbawiającej Ewangelii, popartej - nie dającymi się często wytłumaczyć rozumowo znakami i cudami, wreszcie Jego męczeńską śmiercią, uwieńczoną zwycięskim zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem.

Podczas gdy życie Jezusa, niewiele zresztą odbiegające od życia innych ludzi, oraz Jego męka - w mniejszym lub większym stopniu toczyły się na oczach społeczeństwa, - a więc miały dzięki temu charakter publiczny, to zmartwychwstanie i wniebowstąpienie było raczej przeżyciem jedynie tych, których Chrystus sam sobie wybrał, aby byli świadkami jego po wszystkiej ziemi. Dla postronnych obserwatorów, ten jakże bolesny dramat Jezusowy zakończył się klęską w Wielki Piątek. Jednak dla wtajemniczonych uczniów ten dramat zakończył się nieoczekiwanym i niepojętym triumfem. Tak było, bo to oni byli świadkami Jego wspaniałego zwycięstwa. Ale zanim to nastąpiło przeżywali również jakże smutne chwile zwątpienia i trwogi.

Pamiętamy, że Jezus po ostatniej wieczerzy dał swoim uczniom taką obietnicę: "Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem". (J 14,26). Jezus powiedział te słowa po to aby pocieszyć uczniów, którzy zatrwożyli się, kiedy im zapowiedział swoją śmierć. Uczniowie Jezusa czuli się wtedy jak dzieci przy łożu śmierci swojej matki: byli przerażeni, załamani, zagrożeni, bezsilni i pozbawieni wszelkiej nadziei. Jezus przekonuje ich jednak, że chociaż pozornie Go tracą, to właściwie wiele przez to zyskują, ponieważ przyjdzie do nich Pocieszyciel, Duch Święty. W chwilach ciemności i zwątpienia On będzie dla nich światłem; w chwilach zniechęcenia, pokusy i słabości On doda im siły i zapału, aby mogli kontynuować Jego dzieło i przekazywać ludzkości Jego słowa prawdy i Jego zbawcze dary - ciało i krew. Bez pomocy z nieba to zadanie byłoby niewykonalne dla tych dwunastu rybaków.

I jak czytaliśmy, pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu Chrystusa spełniła się ta obietnica. Słyszeliśmy dzisiaj o tym, jak apostołowie przeżywali swoje Zielone Święta. Duch Święty naznaczył swoje przyjście i swoją szczególną obecność szumem wichru z ognistymi językami. Ubogacił wtedy ich życie i stał się ich towarzyszem w doli i niedoli. Napisano:"Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić".(Dz 2,4).

Poprzez to wydarzenie, ich życie otrzymało zupełnie inne, nowe ukierunkowanie, ich słowa wzmocnione zostały przez Bożą moc, i teraz tych dwunastu niewykształconych i bojaźliwych rybaków rozejdzie się po świecie, żeby ten świat ubogacić Bogiem oraz Słowem i Krwią Ukrzyżowanego Zbawiciela.

--- Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że Zesłanie Ducha Świętego trwa nieustannie. Chrześcijanin potrzebuje prawdy, potrzebuje siły i pociechy Ducha Świętego. Potrzebuje Boga, żeby dojść do Boga. Człowiek musi zmierzać do wieczności, do swojego ostatecznego szczęścia i pokoju. Duch Święty oświeca mu tą drogę. My sami nie potrafimy jej znaleźć, ani zachować, gdyż często fałszywe barwy tego świata łudzą nasze oczy. Jeżeli tak zupełnie szczerze otworzymy nasze oczy, uszy i serce, Duch Święty nam tą drogę "przypomni". Bo niestety, w każdym ludzkim sercu drzemie to dzikie zwierzę zła i grzechu, głupoty i zakłamania. Potrzebujemy często nadludzkiej siły, abyśmy mogli unieszkodliwić to dzikie zwierzę we własnym ciele. Tę siłę zapewnia nam właśnie Duch Święty. Człowiek jest od dnia swoich urodzin istotą cierpiącą na ciele i na duchu. Prawdziwą i trwałą pociechę może mu dać jedynie Duch Święty Pocieszyciel. Życie nasze jest często gorzkie a oczy zachodzą nam łzami, które jedynie Boża ręka może obetrzeć. Dlatego Chrystus posyła Kościołowi i wszystkim jego dzieciom Ducha Pocieszyciela, Ducha prawdy i mocy. Nam pozostaje tylko być posłusznym Duchowi.

-- W dzisiejszym tekście, z Dziejów Ap. czytaliśmy: "Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym". To samo można by było powiedzieć i napisać o nas, jeżeli tylko nie przeszkodziliśmy temu swoim grzesznym życiem. Musimy uczynić wszystko abyśmy ze spokojnym sumieniem mogli wyznać: W mojej duszy jest Duch Święty. Boga noszę w moim sercu.

Ale czy każdy z nas może to powiedzieć? Odpowiedzmy sobie szczerze: - Kto jest w moim sercu? Kto mieszka w mojej duszy? Czy mogę odpowiedzieć, że Bóg jest moim wiecznym gościem? A może wypowiedziałem Mu już mieszkanie? Czy jesteśmy świadomi tej wielkiej prawdy, że Duch Święty jest mieszkańcem naszych dusz?

Przecież Apostoł Pański do nas wszystkich woła: " Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i Duch Boży mieszka w was?". Tylko ten jest chrześcijaninem w pełnym tego słowa znaczeniu, kto stale i całkowicie jest tego świadomy. Wtedy jest on pełen szacunku dla siebie i dla Boga w swoim sercu.

Apostoł Paweł w liście do Efezjan tak do nas wszystkich woła:

" Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia" (Ef 4,30).

A więc, -- nie usuwajmy grzeszną, świętokradzką ręką świętej Bożej pieczęci, która jest w nas, od dnia naszego chrztu. Nie wypowiadajmy mieszkania Duchowi Świętemu w naszym sercu. Nie pobudzajmy Boga do smutku, gdyż możemy sami pozostać na wieki bez pociechy. Trzeba się nieustannie modlić, aby się to w naszym życiu nie wydarzyło.

Znana nam jest pieśń: " O Duchu Święty, do nas zstąp I naszych serc przeniknij głąb, I obierz w nich mieszkanie. Światłości wieczna niech Twój blask I dla nas będzie źródłem łask, Radości zdrojem, Panie! Słońcem lśniącym Oświeć z góry Świat ponury, Bo nam trzeba Twej żywiącej mocy z nieba". Uczyńmy wszystko aby te słowa nie pozostały w naszych uszach jako jedynie słowa pieśni, ale by się one stały największym pragnieniem naszego serca i naszej duszy.

--Niestety nasze serce jest, bardzo często ślepe, ciemne i twarde. Nasze chrześcijaństwo jak gdyby zlodowaciało i skamieniało. Dlatego musimy prosić Ducha Świętego, żeby Jego płomień rozgrzał nasze serca, a Jego wicher niech wstrząśnie naszym życiem, niech przewietrzy i oczyści to mieszkanie w naszych sercach i rozproszy panujące w nim ciemności.

-- Wolą Boga jest, aby cały świat był zbawiony i dlatego Bóg nieustannie nas prosi i wzywa: dajcie się uratować z tego przewrotnego świata! Tak. To jest święta wola Boga: zgromadzić sobie zbór wierzących, który by uczestniczył w chwale Pana. My jesteśmy wszyscy rozbitkami, na tym wielkim, wzburzonym oceanie naszego życia, ale Bóg wysyła nam wszystkim statek ratunkowy, na te spienione fale poszukując tych którzy toną w grzechu, aby jak najwięcej rozbitków wciągnąć na pokład i uratować od niechybnej zagłady. Tym statkiem, chociaż na pewno jeszcze nie doskonałym, jest nasz Kościół - ten piękny twór Ducha Świętego, Kościół, którego Panem jest Chrystus. I dlatego każdy człowiek który chce być uratowanym musi się osobiście ustosunkować nie tylko do Jezusa, ale i do Jego Kościoła, aby móc szczerze i gorliwie wyznać:

" Wierzę w święty Kościół chrześcijański".

Drodzy konfirmanci. Dzisiaj przeżywacie swój piękny i radosny dzień, dzień o którym możecie śpiewać: "Oto dzień który dał nam Pan" Czy jednak zawsze z głębokim przekonaniem będziecie składać to wyznanie, które dzisiaj swoim ślubowaniem potwierdzicie? Czy w swoim pokonfirmacyjnym życiu pozostaniecie temu Kościołowi i tej przysiędze wierni?

Zawsze kiedy, stawałem przed moimi konfirmantami, którzy po odpowiednim przygotowaniu rozpoczynają swoje, jak tego najczęściej pragną, samodzielne życie duchowe, to nasuwał mi się, -- i dziś także staje przede mną taki ob­ raz: mam wrażenie jak gdybym stał na nabrzeżu przystani jachtowej, czy tam w Mikołajkach czy to tutaj w Olsztynie, i spoglądał na małe, pięknie przyozdobione proporczykami żaglowe jachty, które wnet wypłyną na te wielkie i rozległe, a często też bardzo niebezpieczne jeziora Mazurskie. Opuszczą bezpieczne, zaciszne baseny portowe przy łagodnym, wiosennym wietrzyku, w jasnych promieniach wscho­ dzącego słońca, prowadzone, jak chcemy wierzyć, ręką odpowiednio przygotowanego sternika. Patrząc w przyszłość, z troską i niepokojem zadaję sobie pytanie: co się stanie, gdy niebo się nad Wami zachmurzy, gdy ten łagodny wietrzyk prze­ mieni się w groźny sztorm, w huraganowy wicher, w szkwał jaki miał miejsce blisko trzy lata temu w Mikołajkach i Giżycku?

Czy będziecie wtedy mieli dość sił i wytrwałości, aby nie wypuścić z rąk sterów waszych jachtów? Czy potraficie we właściwy sposób poprowadzić Wasz stateczek, aby unik nąć zagłady? A jeżeli Wasze umiejętności, możliwości i siły Was zawiodą - czy bę­ dziecie wtedy szukać tego Jedynego Niezawodnego Sternika, który bezpiecz­ nie może wyprowadzić Was z największego nawet zagrożenia? Czy wśród burz i niebezpiecznych sztormów wytrwacie do końca, nie ulegniecie słabości ciała i ducha, i nie poddacie się złowrogim siłom miotającym kruchą łodzią Waszego życia?

Te groźne burze i sztormy - to niebezpieczeństwa, które nieustan­ nie zagrażają każdemu człowiekowi. Są one także w wielu wypadkach powodem, wielkiego dramatu człowieka - utraty wiary. Jeżeli zaś światło naszej wiary zgaśnie, to nie będzie już dla Was żadnej nadziei ani ratunku. Z tymi niebezpieczeń­ stwami i Wy musicie się liczyć. Czy wytrwacie, gdy one Wam zagrożą, aż do końca? Są one często tym bardziej zgubne, bo nie dostrzegamy ich zawczasu i nie doceniamy należycie, lekceważąc je, a niekiedy nawet uważając za nieszkodliwe i niegroźne. I nie trzeba być prorokiem, aby móc powiedzieć, że wszystkie te niebezpieczeństwa już teraz nam zagra­żają, i będą coraz bardziej zagrażać.

Drodzy Konfirmanci - drogie Siostry i Bracia w Chrystusie. Dzisiejsze święto, to nie tylko dzień, w którym przypominamy sobie dzień wylania Ducha Świętego na apostołów zgromadzonych w Jerozolimie, lecz także dzień, w którym chcemy w sposób szczególny podkreślić obecność Ducha Świętego w naszym życiu. Dzisiejszy dzień to dzień kolejnej rocznicy urodzin Kościoła, któremu i my powinniśmy dzisiaj złożyć nasze życzenia. Spytajmy się więc sami siebie, wy drodzy konfirmanci którzy zostaniecie za chwilę przyjęci do społeczności Komunii Świętej i udzielone wam zostaną prawa według ustalonego dla Chrystusowego Kościoła porządku, -- ale też i my wszyscy, jako wieloletni już członkowie tego Kościoła: czego chcemy życzyć dzisiaj Kościołowi Bożemu, który jest jak wyznajemy to w wyznaniu wiary jest jeden, święty, powszechny i apostolski?

Czy życzymy mu tylko kolejnego roku przeżycia, czyli przetrwania - czy też prawdziwego, nieustannego przeżywania obecności Ducha Świętego w każdym miejscu na ziemi i każdego dnia? Myślę, że odpowiedź na to dwuczłonowe pytanie jest dla każdego wierzącego człowieka oczywista, - chcemy nieustannego wzrostu Kościoła, chcemy, by ewangelia o Jezusie Chrystusie docierała do jak największej liczby osób i zmieniała ich życie, ale jakże często nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć jak to mamy uczynić.

Jeśli tak jest, to nam wszystkim potrzebna jest dzisiaj, i każdego dnia, ta bardzo szczera i bardzo pokorna modlitwa o dar Ducha Świętego w życiu każdego z nas.

Amen

Modlitwa.

Wszechmogący Panie i Boże nasz! Zgroma­dziłeś przez Ducha Świętego lud pozyskany krwią Syna Swojego, Jezusa Chrystusa. Z łaski powołałeś i nas do społeczności świętych - do Kościoła.

Ty widzisz, jak ubogi w dary Ducha Święte­go stał się Twój Kościół, i wiesz, jak mało owoców Ducha jest w życiu członków Koś­cioła. Dlatego jest on rozdarty i podzielony, a świat nie przyjmuje Jego świadectwa. Ty widzisz, jak bardzo potrzebujemy nowego wyla­nia Ducha Świętego!

Duchu mocy, oderwij nas od zabiegania o własne sprawy i dobra materialne, a przy­ciągnij nas do Siebie. Duchu miłości, rozlej miłość Bożą w naszych sercach, abyśmy znów byli jednym sercem i jedną duszą, a świat mógł poznać, że jesteśmy dziećmi Boga i uczniami Jezusa Chrystusa. Duchu karności, przygotuj i poświęć nas do Two­jej służby wszędzie tam, gdzie nas posta­wiłeś, wśród ludzi, z którymi się codziennie spotykamy.

Prosimy Cię za cały Kościół, a szczególnie za ten zbór Olsztyński i dzisiejszych konfirmantów. Bądź nieustannie z nimi, oświecaj ich i poświęcaj, napełnij Twoją mocą i bło­gosław, aby stali się wzorem dla innych.

Spójrz, Boże Duchu święty, także i na nas, członków Twojego Kościoła, i pobudzaj nas, gdy popadamy w uśpienie, posilaj, gdy słabniemy, oświecaj, gdy jesteśmy bezrad­ni. Utwierdzaj nas w wierze, gdy zaczyna­my wątpić, umacniaj w nadziei, gdy nas ogarnia rezygnacja, rozpalaj w nas miłość, gdy ona w nas stygnie. Pocieszaj nas w nie­szczęściach, uciszaj nasze serca wśród nie­pokojów, zachowaj nam wolność i radość dzieci Bożych. Pozostań z nami i ze wszystkimi wierzący­mi teraz i na wieki. Amen.

Ks. Franciszek Czudek

 


Wydrukuj stronę