Kazanie:

 

Ks.dr Andrzej Wantuła

2 niedziela po Wielkanocy (Misericordias Domini)

MIEJ W PAMIĘCI .

Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych, jest z rodu Dawidowego, według ewangelii mojej.

II do Tymoteusza 2, 8

NASZE tak zwane wielkie święta uważamy za wielkie; ponieważ nam zwiastują wielkie, niesłychane wprost rzeczy. Boże Narodzenie głosi, że Bóg przybrał ludzkie ciało i objawił się w postaci Syna Bożego; Wielki Piątek mówi o ofierze Syna Bożego za grzechy świata; Wielkanoc zaś ogłasza zwycięstwo Syna Bożego nad śmiercią. W tej wielkości i niezwykłości chrześcijańskiego zwiastowania kryje się to niebezpieczeństwo, że rozbrzmi ono nad naszymi głowami, wywoła wprawdzie odpowiedni nastrój, lecz nie wpłynie w decydujący sposób na nasze zwykłe, szare życie, że w zetknięciu z codzienną rzeczywistością nie wytrzyma próby życia. Zachodzi obawa, że zwiastowanie wielkoświąteczne potraktujemy jak piękne kwiaty, jak jakąś ozdobę, która na chwilę może umilić życie, lecz którą - gdy czas świąteczny przeminie - można: spokojnie pozostawić na uboczu. Wiadomo, z kwiatów nikt nie wyżyje, a kołacze są dobre na dni świąteczne, lecz nie na co dzień. Na co dzień karmimy się wszak zwykłym chlebem powszednim.

Tymczasem wieści wielkoświąteczne tym właśnie być powinny: chlebem powszednim, którym się człowiek karmi na co dzień i z którego czerpie siły, a nie świątecznym kołaczem lub kwiatem, który jest tylko ozdobą. Można by też powiedzieć, że owe wieści powinny być solą; która nadaje smak życiu, i światłem, które je opromienia.

Czy tak jest? Są rzeczy; które: stoją temu na przeszkodzie. Na przykład rozum. Jest to robak; który podgryza i niszczy szlachetne pędy wyższego, duchowego życia. Marcin Luter odnosił się bardzo krytycznie do rozumu w sprawach wiary. Nazywał go brzydko, tak brzydko, że nie mogę tu powtórzyć jego słów. Do wspomnianych przeszkód należy też nasza dziwna skłonność, żeby najcudowniejszych rzeczy nie brać po prostu poważnie. Co przerasta nasze pojmowanie, co nie jest na naszą miarę, gotowiśmy brać lekko, nie całkiem poważnie, nie tak, jak na to zasługuje. Stąd właśnie owo niebezpieczeństwo, o którym wspomniałem. Ale z tego też właśnie powodu trzeba, aby zwiastowanie wielkoświąteczne ciągle na nowo rozważać, aby nas ono uderzało i niepokoiło, aby nie przechodziło łatwo koło naszych uszu, lecz było dla nas owym powszednim chlebem, solą i światłem, którego potrzebujemy na co dzień.

Powodowani tymi okolicznościami zechciejmy dziś, gdy już przebrzmiały pierwsze uroczyste dźwięki wielkanocnych dzwonów, gdyśmy i my dziś już nie tak uroczyści jak w pierwsze dni świąteczne, przyjrzeć się jeszcze raz wielkanocnemu zwiastowaniu. Do tego wzywa nas sam Bóg w Słowie swoim przez apostoła Pawła, który swego ucznia Tymoteusza napominał: "Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych".

Stało się to u nas zwyczajem, że pierwsze nabożeństwo wielkanocne odprawiamy o godzinie piątej rano na cmentarzu. W nabożeństwie tym bierzecie liczny udział. Widocznie upodobaliście je sobie. Pierwsi chrześcijanie czynili podobnie. Zbierali się w blaskach wschodzącego słońca i przypominali sobie zmartwychwstanie Pana. Trzeba to sobie powiedzieć, że był i jest to czyn odważny, jeżeli nie wyzywający. Jeżeli mamy otwarte oczy i nie otępieliśmy, to przecież na cmentarzu widać najwyraźniej, co się dzieje z tym, co jest z tego świata, a więc i z ciałem człowieka: wszystko zamienia się w proch i przemija. Nawet same cmentarze podlegają prawu przemijania. I one - jeśli nie są pielęgnowane starannie - pustoszeją i znikają z powierzchni ziemi, tak że nawet ślad po nich nie zostaje. W Cieszynie; tam gdzie dziś stoi teatr, a więc na dzisiejszym Placu Teatralnym, był przed wiekami cmentarz. Któż dziś wie o tym i kto się tego domyśli! Gorzki okrzyk kaznodziei Salomona znajduje na cmentarzach potwierdzenie: "Marność nad marnościami, wszystko marność".

Jest zatem coś wyzywającego w tym; że na przekór temu, co na wszystkich cmentarzach jest widoczne; idziemy właśnie tam; aby głosić, że życie jest mocniejsze niż śmierć, gdyż została ona pokonana przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wszystko zdaje się temu przeczyć, a jednak tu się najgłośniej rozlega i przeżywa triumfalny okrzyk zwycięstwa odniesionego nad śmiercią, który apostoł Paweł ujął w znanych słowach: "Połknięta jest śmierć w zwycięstwie. Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje. Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje? (...) Ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (I Kor. 15, 54-55. 57). Wstrząsająco brzmi też wśród grobów pieśń pogrzebowa, w której jest mowa o tym, że "Proch musi z prochem być spojony, lecz będzie wzbudzony, czeka go chwała". Proch - i chwała! Czy to nie brzmi przekornie?

Zwiastowanie wielkanocne stawia przed nami w całej ostrości odwieczne pytanie dotyczące życia i śmierci. Ku czemu idziemy? Co nas ostatecznie czeka: nowe życie czy nicość? Proch czy chwała? Pytanie to trzeba odnieść nie tylko do drugich lub ujmować je ogólnie, abstrakcyjnie, lecz trzeba je odnieść i do siebie. Stojąc wśród grobów, trzeba do siebie dopuścić tę myśl: i tu będzie kiedyś moje miejsce. Ucieczki nie ma. W grobach spoczniemy wszyscy. Ty też, jak i ja. Czy grób będzie naszym ostatecznym końcem? Czy ostatecznym celem naszej doczesnej wędrówki mają być grobowe ciemności, czy też jest ciąg dalszy? Gdy tak postawimy pytanie, możemy w pewnym momencie odczuć niepokój w sercu. Nie wstydźmy się do tego przyznać. Jest to niepokój wspólny wszystkiemu stworzeniu.

Odwieczne pytanie. Ach, gdybyż była na nie tylko jedna odpowiedź? Ale tak nie jest. Jest natomiast tak, jak to przedstawił słynny malarz Rafael na obrazie zatytułowanym "Uczta platońska". Obraz przedstawia dwóch największych filozofów starożytnych Platona i Arystotelesa w otoczeniu uczniów: Platon ma na obrazie rękę podniesioną w górę, wskazuje na niebo, jakby chciał powiedzieć: tam moja ojczyzna, natomiast Arystoteles wskazuje ręką w dół; na ziemię, chcąc jak gdyby wyrazić myśl, że ona jest początkiem i końcem wszystkiego. Jest to obrazowa; możemy powiedzieć symboliczna odpowiedź na odwieczne pytanie człowieka, które moglibyśmy inaczej sformułować w dwóch krótkich słowach: skąd i dokąd? Jaki jest twój początek i co ostatecznym celem? Skąd przyszedłeś i dokąd idziesz? Wspomniani mędrcy greccy dali dwie odmienne odpowiedzi. Platona, który wskazywał podniesioną ręką w górę, moglibyśmy uznać za przedstawiciela tych wszystkich, którzy wierzą, że życie ludzkie nie kończy się wraz z cielesną śmiercią, że jest jakiś ciąg dalszy tego życia; Arystotelesa natomiast za reprezentanta tych, którzy sądzą, że wszystko kończy się na ziemi, w grobie, że z chwilą cielesnej śmierci nastaje dla człowieka ostateczny koniec. Posługując się dzisiejs zym językiem, moglibyśmy ogólnie powiedzieć, że Platon stoi na stanowisku wiary, Arystoteles zaś niewiary, choć ta niewiara nie jest niczym udowodniona, choć jest także wiarą, tyle że na, opak.

Takie dwie postawy, ogólnie mówiąc, zajmowali ludzie od niepamiętnych czasów wobec zagadki dotyczącej życia i jego celu oraz śmierci. Jedni stawiali drugim to samo pytanie: skąd wiesz? I tak pozostało do dziś. Platon pyta: Skąd wiesz, że poza grobem panuje wieczna noc? Skąd wiesz, że po śmierci nie ma dalszego ciągu, dalszego istnienia, dalszego życia? Kto to kiedy zbadał i udowodnił? Jaka ręka odkryła kiedy zasłonę dzielącą życie od śmierci? I my pytamy: Skąd ta pewność, że człowiek składa się wyłącznie z prochu i cały w proch się obróci? Skąd ta pewność, że wszystko się na ziemi kończy, że u końca jest nicość, niebyt i głuche milczenie?

Nad bramą jednego z cmentarzy w Berlinie znajdował się przed wojną napis głoszący, że nie ma nadziei, że na tym miejscu wszystko się kończy. Ktoś, kto miał odmienne zdanie, umieścił poniżej tego napisu pytanie: Skąd pan wie to tak dokładnie? Takie pytanie mamy prawo i my stawiać tym, którzy naszą inną wiarę stawiają pod znakiem pytania. Możemy oto wywołać przed nasze oczy nie kończące się szeregi ludzi w żałobie. Płaczą jak Maria Magdalena u grobu Jezusa. W tych szeregach idą matki, które opłakują swoje dzieci, żony opłakujące swoich mężów, dzieci płaczące za swoimi rodzicami. Dochodzą do grobów i składają w nich tych, których opłakują. Udowodnij im, Arystotelesie - niedowiarku, że mówisz prawdę, że nie jesteś w błędzie. Potrafisz? Czy jesteś pewny swej niewiary?

Bolesne to, nieprawda? W Święta Bożego Narodzenia mogą się radować wszyscy, nawet dzieci. Wielki Piątek może wzruszyć każde serce. Ale kto może prawdziwie się radować w Wielkanoc? Zaiste, tylko ci, którzy potrafią patrzeć tam, dokąd wskazuje Platon: w górę, ku Bogu, i w Nim szukać swojego początku i końca.

Zwiastowanie wielkanocne daje na postawione pytania jasną i wyraźną odpowiedź. Słuchajcie! Jest to wieść radosna, a oto jej treść: Grób nie jest końcem naszego życia! Proch nie jest ostatecznym przeznaczeniem człowieka! Proch, w który obróci się nasze ciało w grobie, będzie miał swoje dalsze dzieje. Jest bowiem zmartwychwstanie. To jest akt wiary, zapewne, ale ta wiara ma swój grunt w Jezusie Chrystusie. On wstał z martwych i jest "pierwiastkiem tych, którzy zasnęli" (I Kor. 15,20): "Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy ożywieni zostaną" (w. 22). Tę wieść przekazał apostoł Paweł swojemu uczniowi Tymoteuszowi. Jest to wieść tak ważna, że apostoł napomina swojego ucznia, aby o niej stale pamiętał. "Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych!" Wieść ta jest prawdziwa, powiada apostoł, który przecież był blisko owych wydarzeń i znał ludzi, którzy to bezpośrednio przeżyli. "Pamiętaj"! Jeśli chcesz mieć pewną odpowiedź na pytanie, któreśmy sobie postawili: życie czy śmierć, proch czy chwała, tedy musisz patrzeć na Jezusa. On jest gwarantem tych rzeczy, których się spodziewamy; On, Zmartwychwstały; jest fundamentem naszej wiary. On umarł, ale wstał z martwych i żyje. A jeśli On żyje, my też żyć będziemy. Zmartwychwstały Pan jest też i naszym zmartwychwstaniem, Jego zwycięstwo nad śmiercią naszym zwycięstwem, Jego triumf naszym triumfem. Jest tak: albo Chrystus odsłoni nam tajemnicę grobu, albo ta tajemnica na zawsze pozostanie zakryta. Kamień od drzwi Jego grobu został odwalony (Mar. 16,4), a w tym nadzieja, że i od naszych grobów zostanie odwalony. Sami nic w tej sprawie nie możemy uczynić, to może uczynić jedynie Bóg. Powiedzmy to samo językiem nieteologicznym. Czym jest wieść wielkanocna? Odpowiadam: nadzieją, że wiosna będzie! Wiosna nowego życia i zmartwychwstanie, nowy dzień! "Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują" (I Kor. 2, 9).

Pamiętacie historię o uczniach idących do Emaus? Na ich pooranych zmarszczkami czołach malowała się troska i niepewność. "A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela" - mówili, lecz nie dokończyli swojej myśli wyraźnie. Możemy to uczynić za nich i dopowiedzieć: "ale teraz koniec". Byli zaślepieni - jak mniemali, porażką, bo to przecież nie koniec był, lecz początek! Czy nie bywamy nieraz podobni do owych uczniów? "A myśmy się spodziewali"... I nas nachodzą w chwilach porażek troski, niepewność, wątpienie. Nie pamiętamy bowiem, że kamień od drzwi grobowych już został odwalony i zaczęła się wiosna, wiosna nowego życia.

Co nam to dziś chce powiedzieć? Przede wszystkim chyba to, żebyśmy pamiętali zawsze, że Jezus Chrystus "został wskrzeszony z martwych", że więc idzie wiosna.

Opowiem wam prawdziwe zdarzenie, jakie miało miejsce na cmentarzu w Ustroniu przed kilkunastu laty. Zmarła niespodzianie kilkunastoletnia dziewczyna. Jej zgon wywołał rozpacz, a nawet bunt wśród najbliższych członków rodziny. Złożono ją w dębowej trumnie do grobowca. Po kilku latach zauważono, że nad grobem wyrosła brzoza, rozsadzając ściany grobowca. Zaintrygowani tym wychodzącym z grobu drzewem, kazali rodzice otworzyć grób. I co się okazało? Korzenie brzozy wychodziły z trumny. Przypomniano sobie, gdy rzecz badano, że narzeczony zmarłej dziewczyny położył w ostatniej chwili przed zamknięciem trumny na jej piersiach bukiet kwiatów z gałązkami brzozy; wśród których musiało się znajdować nasienie. W tym nasieniu była taka siła życia, że rozsadziła ona nie tylko trumnę, lecz również część grobowca i znalazła wyjście na światło: To jest obraz siły życia, które triumfuje nad śmiercią, a zarazem obraz tego, co będzie z naszym prochem, kiedy się nasze ciało w proch zamieni. Wiosna będzie! Nowy dzień i nowe życie!

Cóż powiem wam, matki, mężowie, żony i dzieci, którzyście pogrążeni w żałobie i smutku? To samo chyba, co apostoł Paweł powiedział swojemu umiłowanemu uczniowi Tymoteuszowi: "Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych (...) Jeśli bowiem z nim umarliśmy, z nim też żyć będziemy". Apostoł Paweł był blisko tych rzeczy, o których mówi historia wielkanocna, znał z pewnością miejsce grobu Jezusa, rozmawiał z Jego najbliższymi. Jego świadectwo o zmartwychwstaniu Pana jest prawdziwe. "Prawdziwa to mowa" - czytamy kilka wierszy dalej po naszym tekście (w. 11). Powinno nas opanować święte drżenie, gdy o tym mówimy i myślimy. Apostoł Paweł i najbliżsi Pana świadczą jednomyślnie o tym. Oni też udzielają jednoznacznej odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie dziś postawiliśmy w naszym rozmyślaniu, szczególnie zaś na pytanie, co nas czeka, dokąd idziemy, czym jest śmierć i koniec naszego ziemskiego życia. Oto, co trzeba czynić w czasie doczesnej pielgrzymki: podnosić głowę w górę i patrzeć w niebo! "Miej w pamięci Jezusa Chrystusa"! To znaczy Jego życie, Jego śmierć i zmartwychwstanie. I pamiętaj też o niezliczonych rzeszach ludzi, którzy żyją i; umierają radośnie i z nadzieją, jaką pokładają w Chrystusie. A nie zapomnij prosić Boga, aby cię w tej najcenniejszej wierze: i nadziei zachował i utwierdził, abyś się w niej nie chwiał, choćby wszystko zdawało się przeciwko niej mówić. Proś też, abyś w tej wierze i nadziei kiedyś umierał.

Wtedy wieść wielkanocna będzie nie kwiatem lub świątecznym kołaczem, lecz solą i światłem życia, chlebem, który cię będzie posilał na dalszych drogach życia. Amen.

 

Wista 1954

Tekst kazania z postylli: Okruchy ze Stołu Pańskiego. Kazania. Zwiastun 1975

 

 


Wydrukuj stronę